RSS
sobota, 13 września 2014

Kręci się, wierci się, snuje, zastanawia, z próżnego w puste i vice wersja i wizawi.

Idź na całość - krzyczy coś z lewego ramienia, ogonem poddusza szyję, widłami kłuje w ucho, gorącym oddechem szyję parzy i przyjemnie podrapuje w szyję, z lekka posapując, chrapliwie, donośnie, nieustannie.

Nie idź tą drogą - autorytarnie, acz ciepło i stanowczo, stanowczo zbyt matczynie, natrętnie szepcze jej coś do prawego ucha.

Czy ma grać w cudzą grę, skoro za nic w świecie nie uda jej się przeforsować swoich zasad? Czy wycofać się, zanim wciągnie ją ten wir, zassie, połknie, może kiedyś wypluje, przeżutą i nadtrawioną? A może utrzyma się na fali, bez zepsucia, nadgryzienia - no, może z nadgryzieniem, soczystym, gorącym, na karku lub za uchem, palącym, po którym skóra i głowa jeszcze kilka godzin będzie zapamiętale odtwarzać sekwencje wydarzeń. 

Złudzeń niemal nie ma, nie umie już mieć, czasem nawet by chciała. Nie rozczarowuje jej to, co widzi, słyszy, czuje, robi, nie kocha, lubi, nie wie, czy szanuje. Zgubi, rozsypie (się), zepsuje. Nie w tej kategorii. I jak w tym wszystkim znaleźć miejsce na wzniosłość, czystość, piękno i Skowronka?

Ma wrażenie, że lata świetlne minęły od czasu, gdy ubolewała, że jest materiałem na żonę. Niedługo później zweryfikowała swoje - nie tylko zresztą - przekonanie. Po drodze znowu tym materiałem się stała, zsublimowała się, przeszła do stanu pary, tam i z powrotem, i jeszcze jeden i jeszcze raz. Za każdym razem na zawsze i wszędzie. Refleksyjność wyłazi z kątów, wypełza spod drzwi, zerka zza zasłonki, ale nie jest mile widziana. Do przodu. Działać, nie myśleć. Żyć, a nie planować jak żyć. Wie, wprowadzi w czyn, zrealizuje. 

Jak zawsze. Z uśmiechem na ustach, 200% normy. A jak się potknie, to wstanie. Cudze nie uczy, kradzione nie tuczy. A w dobie anorektycznego panowania to olbrzymia zaleta.

poniedziałek, 08 września 2014

Już wydawało się, że zapomniała, że tak to działa, że łasi się, oczy wytrzeszcza, siada, podskakuje, czeka, na pogłaskanie, poklepanie, dotknięcie, no i puchnie, nadyma się, nadmuchuje, jak, nie przymierzając, balonik nasz malutki, rośnie duży, okrąglutki, wydaje się, że chwila jeszcze mała, maleńka, a lepiej jeszcze słowo jak szpilka, wykałaczka. Gwizd.

Nie żeby to przeszkadzało, nawet bawi do pewnego momentu. Ale nie wie sama, czy jest coraz mniej wyrozumiała, czy czasu ma za mało, żeby rozchodził się i w szwach rozłaził na rzeczy miłe, acz bezcelowe i bezkontynuacyjne, a jednocześnie nadymane i pyszne, jak zszarpane z okładki, jak urwane spod flesza, psiej jakiej strony, jego mać.

Nie o nią, nie o ona przecież w tym wszystkim chodzi, ale o ja, pierwsze, pojedyncze, jedyne takie, o uzupełnienie statystyk, o licznik wejść i wyjść, sapnięć, urwanych oddechów.

No i sama się nie poznaje, że nie chwyta, nie łapie, nie carpe diem, nie takie tam, bierz, nie odwracaj się, dają przecież, uciekaj, zanim bić będą. Rozsądek, skrupuły czy lenistwo to. Jak zwał, tak zwał. A może i tęsknota za jakimś taborem odległym, co zniknął z zakrętem i nie wiadomo, dokąd teraz ruszy z pieśnią na ustach i miłością do świata całego i wszystkich kobiet w sercu i lędźwiach?

Jedno wie. Zawsze czuła się nieswojo przy mężczyznach tak zadbanych, że aż ich chłodne ciało przy pierwszym dotknięciu, poskrobaniu plastikowo nie przyjmowało ciepła i było nie do naruszenia.

 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Chyba się zestarzała, dzieli włos na czworo, na pięć, dziesięć, piętnaście. Chyba musi też dojrzeć trochę, pomyśleć, potrawić, nie rzucać się w przepaść jak zużyte okrutnie zwierzątko w tłumie bezrefleksyjnym. 

Buja ta łajba. Choroby morskiej na razie brak. Ahoj, szklanki w dłoń.

 

poniedziałek, 03 marca 2014

Pokrętne myśli, pokrętna logika, właściwie logika nie jest tu do niczego potrzebna, piąte koło u wozu, metaliczna przeszkadzałka, odepchnięta nogą, butem, kolanem, wciśnięta w ziemię, cała w pyle i we krwi, upokorzona. Nawet nie zepchnięta na plan dalszy, ale wypchnięta ze świadomości, upchnięta w pawlaczu niepotrzebności chwilowych. Nie chce dać się unicestwić mimo wszystko. A do chodzenia po linie rozciągniętej między dachami nie jest przecież potrzebna. Do wypatrywania bielejących na horyzoncie żagli tym bardziej. 

A cierpliwość - i owszem. 

Nigdy nie była w tym dobra. Podobno z wiekiem ta umiejętność powinna rosnąć w siłę, odwrotnie niż te zaczynające szwankować, jak kręgosłup, jak jędrność skóry, blask w oczach i sprężystość włosów, jak chęć do zabawy, beztroska i radość "bo tak". Jakieś refleksje, niewiadomoco i poco. Zupa krem z mózgu, zmiksowana, źle doprawiona, za gęsta.

piątek, 31 stycznia 2014

Nie ma to jak wymyślać sobie rzeczywistość, kreować świat, szczęście, zdrowie, pomyślność, życie jak w Madrycie. Życzyć sobie samodzielnie, samemu po swojemu. I twierdzić że się spełnia, wypełniło i dopełniło. A tu zonk. Kropka. Nie pauza żadna, nawet pół pauzy nie.

Niedźwiedzie śpią, zima jest przecież ciężka i mroźna, dyszą i sapią, pochrapując w gawrach, zarośnięte, czasem spocone, mniej groźne, póki śpią. Czekają na wiosnę, by wychynąć z jam i rozejrzeć się za ofiarą.

Na śnieg nadają się tylko pluszaki. Małe misie z mokrymi noskami. Poprzebierane za grizzly, za polarne, za brunatne, nawet takie z posiwiałymi skroniami olbrzymy. Mają spocone łapki i miękkie kręgosłupki. Nie ryczą, nie mówią nawet, tylko szukają nory królika. Tam czują się pewnie, silne, odważne, jedyne i męskie. Przyjaźnią się z prosiaczkami, świetnie wyglądają na ich tle.

Wstać, otrzepać się, pójść. Taki plan. Zrealizować.

A rozczarowanie to znowu słowo miesiąca. A może i roku, kto wie.

środa, 06 listopada 2013
środa, 07 marca 2012

Nie ma pomysłu chwilowo na siebie ani na świat wokół. Skupia się na poczuciu bezpieczeństwa, zdobyciu i utrzymaniu. Status quo. 

Gra nie jest jeszcze zła, więc nie wymaga dobrej miny. Ale jej policzki i tak jak zwykle, zazwyczaj rozciągają się, uwypuklając wąwozy wokół oczu i ust, pełne ścieżek, dróżek, kolein radosnych, gdzieniegdzie tylko zgryzotą wypełnionych. 

Niepotrzebne jej kombinacje alpejskie, nawet sudeckie jej niepotrzebne, żadnych slalomów. Chciałaby uniknąć problemów, dylematów, zastanowień. Chciałaby wiedzieć, na czym stoi i jak bardzo ruchome są te piaski. 

Nie grzęźnie jeszcze, nie panikuje, trzyma się jak może, przywiązana liną rozsądku i planów na przyszłość, w uprzęży mieszczańskich lęków i zahamowań. Zapętla czas na czymkolwiek, usuwa myśl każdą, najdrobniejszą z głowy. A na co, a po co, a czemu tak gna...?

Egzorcyzmuje go z myśli, z mowy, z... Nie, jeszcze nie. Ale że aż tak naiwną jest - pff, miała o sobie lepsze mniemanie. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15

darmowe statystyki strony