Wpisy z tagiem: Buscandito
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Niby nic się nie wydarzyło, a tyle się stało. Zjadana od środka, przez wszystko, co niewykonane na czas, rzuca się w wir dygresji i dryfuje z prądem tych, których nic nie goni. Znowu odkłada do szufladki "na później", zdąży się, ogarnie się, zamknie się temat. Bez porządku, bez konsekwencji, bez ambicji, bez sensu. Próbuje rękami zagarnąć do siebie resztki nieutraconej na rzecz lęku przestrzeni i nie daje rady. Chce, ale nie może. Wie, że musi pozamykać te sprawy, ważne, nieodwołalne, a nie robi nic. Czeka, jakby rozwój następował sam, bez żadnych bodźców, bez żadnych działan, bez żadnego silnika, siły zewnętrznej bądź wewnętrznej. Perpetuum mobile. Zawodzi samą siebie. Permanentny przystanek na drodze do dorosłości, powinna złapać autobus już dawno. Ale czeka niewiadomonaconakogopoco. A jeśli chodzi o sferę emocji, to... Kurwa. Bez kropek, zakrętów, ue, v czy innych takich. Runęła wieża budowana przez czas jakiś ostatni. Zakończył się pewien etap. Niedopowiedzeń, podwójnych znaczeń, tych oczu, które mówią, dyskutują, przekazują setki informacji, tych oczu nad wargami, które trwają nieporuszone. Tych gestów przypadkowych, a jakże celowych, tych zerknięć, nieśmiałych opuszczeń głowy, umknięć wzrokiem spłonionym. Będzie jej smutno i samotnie, i tęskno, i chyba nawet trochę rozpaczliwie. Temat nie był na tyle otwarty, by można było zamknąć za nim drzwi, zatrzasnąć okładkę i odłożyć na półkę Nie myślała, że to aż tak, nie spodziewała się. Nie wiedziała, bo nie nazywała. To nienazwane nie istniało ani w świecie, ani w jej świadomości. * Pewien poeta:
wtorek, 29 marca 2011
I tego się trzyma. Milczenie jest złotem. Obserwacja jest prawem, pomocą, możliwością. Chłonie, ile może, ile się da, przesiewa co ważne i nieważne, słucha, wokół jej głowy, uszu mniej bądź bardziej wyraźne, mniej bądź bardziej bełkotliwe słowa przelewane z pustego w próżne, tam i z powrotem. Jest w zdecydowanej mniejszości. To niemodne, passe, o ile słowa tego jeszcze się używa, nie wie, jest z minionej, zamierzchłej epoki, uwielbia ciekawe historie, nie wszystkie takie są, większość nie jest, ale słucha, bo lubi, bo ją to interesuje, ciekawi i kręci. Obce historie, nie swoje problemy, cudze narracje składają się w księgę i jej życia. Puzzel po puzzlu, zapałka po zapałce budują ten domek z kart, trwający, rosnący. Nie patrzy z politowaniem, gdy słucha, choć bezwolny uśmiech lekkiej kpiny czasem chce przemknąć przez jej twarz. Nie przerywa, choć bagno coraz bardziej grząskie, droga śliska, a za rogiem czai się klaun ze zwierciadłem. Czy czuje się lepsza, mądrzejsza? Fajniejsza, ciekawsza, z większą inteligencją, bardziej oczytana, umiejąca lepiej sformułować wypowiedź i myśli? Nie, nawet nie rozsądniejsza, że wie, kiedy trzymać język za zębami. Woli ciszę. Nie dorosła do hałasu, bełkotu, nadmiaru. Brak może znaczyć o wiele, wiele więcej. I zastanawia się, jak różne zainteresowania i ile cierpliwości może mieć jeden człowiek, że tak słucha.
środa, 01 grudnia 2010
Mruczy kotek w głowie, rytmicznie, z zadowoleniem, co kilka chwil dreszcz przyjemności kotkowi po grzbiecie przebiega. Ciepło, miło, radośnie, nie czuje mrozu za oknem, śniegu na parapecie, grudnia w kalendarzu. Lalala w głowie. Nie lala, nie Barbie. Ale lalala. Porcelanowe, śliczne, w koronkach i loczkach, lalala wielokrotne i zwielokrotnione. Małe ma potrzeby, niewielkie, minimalne, ale lubi się pławić w luksusie słów słodkich komplementów, choćby i naciąganych, choćby i prowadzących do niczego nieprowadzących. Za swój sukces uważa to i poczytuje sobie, że tak właśnie, a nie inaczej. Nic mu nie zrobi. Nie uwiedzie, nie powiedzie do otchłani. Nie zwiedzie, nie oszuka, nie okłamie i nie zdradzi. Nie rozorze mu pleców paznokciami w spazmie rozkoszy. Nie będzie ani fellatio, ani rewanżu. Ale i tak go uwielbia. I uwielbiać będzie. Choć błyska jej po oczach czerwony neon "Zajęte".
niedziela, 03 października 2010
Zaszokowana. Wprawdzie nie od dziś, ale była sobota. Kumulacja. Wrócił. Miesiąc go nie było. Więcej. Nie mogła zapytać, gdzie, dokąd, dlaczego, wróci, nie ma, ale, jak to, kiedy, nie miała prawa. I wrócił. A bałagan jeszcze większy. A ona chce. Pragnie. Pożąda. Kocha. Lubi. Szanuje. Nie chce. Nie dba. Żartuje. Nie wie, który fragment jest prawdą, ale wie, że chce. I nie wie, w którą stronę pójść. Logistyka nie była nigdy jej mocną stroną. Nie ma GPS-a w głowie, prawo-lewo, whatever. Osiołkowi w żłoby dano. I zwierzyna z głodu padnie. Oszaleje. Przywdziewa strategiczny uśmiech nr 5 i wyrusza. Leży i myśli, co chciałaby, żeby z niej zdjął. Co z nią zrobił, co jej zrobił, co zrobiłaby ona jemu, mu, z czym, jak, z której strony, jak długo, jak mocno, tak, tak, jeszcze mocniej, nie przestaje.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Ani to sukces, ani to chluba. Fakt. Fuckt. Fuck. Kfa. Kwa. Kywa. Kyrwa. Krwa. Już chyba znudził się jej optymizm, radość życia, cierpliwość, dobro, spolegliwość, miłość bliźniego swego jak siebie samego. Wszystko się jej znudziło, i nie, nie ma PMS. Okresu też nie ma. Chociaż okres ma zły, chwilowo trudny i przydługi, byle do środka tygodnia. Pieczone gołąbki nie wpadają same do gąbki, byczki w papryczki, konie po betonie, o nie, o nie. Tak się jej chciało gołębia z dachu, że nie utrzymała wróbla, wypuściła, no normalnie, wypuściła. Ma dziś wyjebane na wszystko. Może powinna się wyspać. Albo się puścić. Tak, zdecydowanie druga opcja jest rozsądniejsza. Ale raczej znowu wszystko zepsuje, spieprzy, się znaczy.
piątek, 27 sierpnia 2010
Nie spodziewała się, że tego dożyje. Że i w niej o uczucie ktoś kiedyś jakoś wzbudzi. Tyle lat udawało jej się nie odczuwać go w ogóle, nie, żeby się broniła, po prostu. Unikało jej ono, to uczucie, płytkie, nielogiczne, niemądre. No ale przyjdzie kryska na Matyska, przyszła, dopadła. To już wie, że została źle wychowana. Babcia i jej rękawiczki, gorąca herbata w największy upał i w kapeluszu, nie rozpychaj się, łokcie ze stołu, łyżka do buzi, nie buzia do łyżki, nie siorb, co robisz, siedź w kącie, a znajdą cię, smaruj na talerzu kromkę, subtelna, dzień dobry, do widzenia, przepraszam, proszę, grzeczna, dziękuję, nie ma za co. Tak słucham? a nie CO. Wszystko ma swój czas i miejsce. Kobieta, dziewczyna, mężczyzna też ma. Nie bierze czegoś, co do niej nie należy, choć pożąda nierzadko niejednej rzeczy bliźniego swego, a często też partnera, który jego (jej?) jest. I tym bardziej dziwi się ludziom, którzy takowych skrupułów nie miewają. Nie dziwi się z potępieniem, ale z lekką nutką niezrozumienia i zaskoczenia. Może dlatego, że nigdy niczego nie kolekcjonowała, nie ma w zwyczaju. A Powolena nie ma takowych problemów. Na pewno w dzieciństwie miała klaser, kolorowe karteczki i naklejki z gum do żucia, motyle przyszpilone do blatu i muchy z urwanymi skrzydełkami. Zrzucała koty z dachu, no bo przecież zawsze spadają na cztery łapy.
Pogarda wobec zazdrości nie znikła całkowicie. Nie okaże jej przecież, nie naostrzy pazurów, nie wydrapie oczu, nie wrzaśnie: Suko niemyta! Wara! Poczeka na rozwój sytuacji. On na razie sprawuje się na pięć mniej.
czwartek, 26 sierpnia 2010
Prawdę powiadają stare porzekadła. Śni się noc kolejną. Jest zła, niedobra, podła. Po raz kolejny, znowu, fuckin' over & over again, robi to samo. Plus jako narzędzie. Jako środek do osiągnięcia celu. Wspinając się na wyżyny z obrazem Buscandito pod powiekami, zaciska dłonie na barkach, na plecach pokrytych cieniutką warstwą potu Plusa. No regrets. Z jednej i z drugiej strony. On wie, o co chodzi w tej bajce. Przynajmniej udaje, stara się. Korzysta z tego, co może mieć. Ona też. A to, że w jej głowie wojna myśli niespokojnych, że sztorm obrazów, burza wspomnień, uśmiechów, wzmaga tylko emocje. Gdyby była choć trochę bardziej bezczelna, wyzywająca, ekstrawertyczna. Albo gdyby On, Buscandito, był w innej sytuacji. Ośmieliłaby się. A tak musi czekać. Chciałaby, ale boi się. Konsekwencje tego, co się jeszcze nie wydarza, ale ma się stać i dziać, przerażają już teraz. I znowu, gdy o tym myśli, aż boi się zamknąć oczy. Ten obraz jest wszędzie, otacza ją, 3D, 4D, zapachy wciskają się w każdy por jej skóry, smaki i dotyki wyobrażają się na opuszkach palców i koniuszku języka. Delikatnie oblizuje wargi, czując, że ma na nich lekko słonawy smak Jego skóry. Zaklina rzeczywistość. Nie wierzy w przeznaczenie. Ale wierzy w
Oszalała chyba, to ciśnienie, to uczucie, to trywialne i banalne ssanie w dołku. I choć mówi sobie: nie, to nie słucha siebie samej. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |