Wpisy z tagiem: pożądanie

poniedziałek, 13 lutego 2012

Ktoś coś napisał. Intrygującego i wartego zastanowienia. Coś, co zostało zapomniane, zakopane w przepastnych czeluściach staroświeckiego kufra na wspomnienia, upchniętego na dnie najgłębszej szafy na strychu niepamięci. A przecież sama nie od dziś wie, że by pozbyć się pokusy, trzeba jej ulec. 

Robi rachunek zysków i strat. Plusy dodatnie mają moc. Plusy ujemne zostały zdominowane. Dodaje dwa do dwóch i uparcie wychodzi jej sześć.

Rozmowy z gatunku przy ekspresie pobrzmiewają w jej głowie jak dialogi z komedii określanej zwykle przymiotnikiem nijak się mającym do treści. Ale nikt nie chce udawać, że ma być romantycznie. Gdy opuszcza i podnosi z wolna powieki, a jej dekolt faluje to w ciężkim oddechu, to przyspieszonym, płytkim, a poruszającym jej płuca niczym huragan, to nie ma być to krajobraz do wyznania. Gdy zaciska się nagle jej szczęka w nerwowym tiku zastanowienia, to nie wie czy to naprawdę są skrupuły, czy magnezu nie trzeba doładować wyjałowionemu organizmowi czekoladą jakąś.

Konsekwencje, konsekwencje, phi, phi. Kiczowate scenki wybijają jej z głowy myślenie o przyszłości. Przedłużone spojrzenia, uśmiechające się oczy, jego dłoń zgarniająca śnieg z jej głowy. Pytania są nieme. Odpowiedzi nie oczekuje nikt.

piątek, 19 listopada 2010

Są świętości, są świętoszki, świętoszkowie i świeci z natury. Upadłe anioły też się zdarzają. Pulchrabella też jest. Nie chce się powtarzać, nie kupuje napoczętych jogurtów, nie liże cudzych lizaków, niezależnie od tego, jak kusiłyby smakiem i wilgotnym słodkim blaskiem, dobry zwyczaj - nie pożyczaj. Zdarza się jej podjadać w knajpie z cudzego talerza. I pożyczyć buty od przyjaciółki. To by było na tyle w tej kwestii.

Nie lubi, jak ktoś coś komuś coś. Sugeruje, imputuje, podszeptuje. Jedna baba drugiej babie. Bella, bella, bella Mari, i już. Jej naiwna, wiecznie dziewczęca i dziewicza w tej kwestii przynajmniej natura się nie godzi. Brrrr.

Lubi dowody, czarno na białym, biało na czarnym, konkretnie, mocno i dosadnie. Nie kręci, nie odwraca kota ogonem, nigdy się tego nie nauczyła.

Ciekawe, czy spalono by ją na stosie 300 lat temu za domysły, sugestie. Przeszukano by przepastne czeluście jej dziupli w poszukiwaniu suszonych kręgosłupów jaszczurczych, ropuszych ócz, warkoczy lubczyku i skrzydełek nietoperzych.

Ale czasem nawet jasne zasady to za mało. Choć kusi, nieszczęsny szatanioł, kusi, dyszy jej w uszko, nawet gdy nie dyszy, bo nie dyszy, lekko zachuchał tylko na razie, raz czy dwa, nie obiecuje, tylko patrzy, tak patrzy, uśmiecha się półgębkiem (tj. jedna część ust jego, lewa, pozostaje nieruchoma, druga zaś, prawa, lekko, leciutko unosi się do góry z mieszanką lekkiej ironii, cwaniactwa, pewności siebie i chłopięcości swoistej). A ona ściska kolanka, by nie zostawiać śladów ślimaczych, gorących za sobą. Na razie Pulchrabella odrzuca jednak zaproszenie, nie odrzuca, przekłada na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nie w pracy, z pracy. Choć w liczbie pojedynczej.

Słońce dziś świeci, a jej potrzebny prawdziwy listopad. Będzie dziś odmawiać taneczną modlitwę o deszcz. Wicher już wieje w głowie. Efekt: pustka.

czwartek, 28 października 2010

Oj da, dana, dana, da. Niebiesko w głowie, zielono też, się dzisiaj Pulchrabella rozszalała.

Jeszcze dobrze nie pozamiatała skorup serca, co to je połamane, biedne, na swej drodze stratowała (podobna, wieść gminna tak niesie, ona się nie poczuwa), a tu już okazja się nowa i lepsza nadarza do bycia kobietą na 200%. No i na to wygląda, że tym razem trafi lepiej.

Spaceruje znowu wydeptanym chodnikiem, zakurzonym jak zawsze, i stosuje rozdawnictwo uśmiechów. Mniej bądź bardziej nieśmiałych. Delikatnie zwilża wargi językiem i opuszcza oczy z rzęs trzepotem. Nieświadomie bądź świadomie, jak do tej pory. Wie, jakie to proste i jakie pożyteczne.

Nie zapesza na razie. Nie podnieca się za bardzo (hm, to akurat nieprawda, bo podniecona od kilku godzin biega, kolanka przy sobie trzymać musi, żeby katastrofy w mieście tym na W nie spowodować, nawilżona niebylejak), ale nie przesadza. Jest stonowana, lekko uszczypliwa, spokojnie jak na wojnie, może nic nie pierdolnie.

Double shot. No, no. Poza tym rozkwitnięta jak przy majowej mżawce ogród maminy do słonka wychodzącego nieśmiało zza pierzastej chmurki się uśmiecha. A zmarli niech świętują, w końcu każdemu się należy raz do roku.

Perspektywy są ciekawe. Czy rozbestwi się na tyle, żeby nie zostało to tylko w zamyśle, w zarysie, czy da się przeciągnąć, przeciągnie, ściągnie, zabierze, da.

Nieważne dziś kwestie aprowizacyjne, zawodowe, naukowe, życiowe, konkretne, przyszłościowe, a gdzież!

Na razie praktykuje niezobowiązującą obietnicę spółkowania. A co dalej... :D

niedziela, 03 października 2010

Zaszokowana. Wprawdzie nie od dziś, ale była sobota. Kumulacja. Wrócił. Miesiąc go nie było. Więcej. Nie mogła zapytać, gdzie, dokąd, dlaczego, wróci, nie ma, ale, jak to, kiedy, nie miała prawa. I wrócił. A bałagan jeszcze większy.

A ona chce. Pragnie. Pożąda. Kocha. Lubi. Szanuje. Nie chce. Nie dba. Żartuje. Nie wie, który fragment jest prawdą, ale wie, że chce. I nie wie, w którą stronę pójść. Logistyka nie była nigdy jej mocną stroną. Nie ma GPS-a w głowie, prawo-lewo, whatever.

Osiołkowi w żłoby dano. I zwierzyna z głodu padnie. Oszaleje. Przywdziewa strategiczny uśmiech nr 5 i wyrusza.

Leży i myśli, co chciałaby, żeby z niej zdjął. Co z nią zrobił, co jej zrobił, co zrobiłaby ona jemu, mu, z czym, jak, z której strony, jak długo, jak mocno, tak, tak, jeszcze mocniej, nie przestaje.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Nawrót choroby. Objawy z zakresu standardowego: drżenie rąk, pocenie pleców, nerwowe mruganie oczami, przyspieszony oddech, skubanie paznokci.

Rzadko się zdarza, żeby aż tak nie wiedziała, nie robiła, trwała, oczekiwała. Jak pies do jeża.

Nie wie, czego chce. Tzn. ona wie. On najwyraźniej nie wie. Brak jej, Tej, Która Zawsze Wszystko Wiedziała. I która mniej bądź bardziej wspomagała różne działania.

Zanurzyła się w oczekiwaniu na to, co wydarzyć się nie powinno. Po raz kolejny zastanawia się nad utratą cnoty. Najważniejszej. Cierpliwością zwanej.

Poza tym jest gotowa. Dojrzała do samotności kontrolowanej. Żałuje tylko, że większość mężczyzn, których spotyka, widzi w niej materiał na żonę, a nie na kochankę. A ona potrzebuje intensywnych nocy, wyrwanych z kontekstu gorących chwil, a nie wyznań i szacunku.

poniedziałek, 19 lipca 2010
...dotknij ustami
wypukłego brzegu ziemi
niech cię upiję
(...)
przyjdź do mnie ręką wiatru
usta okrutne połóż
na mojej ciepłej szyi

...

darmowe statystyki strony