Wpisy z tagiem: mężczyźni

piątek, 01 kwietnia 2011

Weryfikacja nastąpiła zasady, weryfikacja ogólniejszej i mniej ogólnej natury, a jakże, materiał do badań przebadany, badaczki zankietowane, coby nic nie umknęło, informacja żadna ani szczegół znaczący.Czy to prawo, czy zwyczaj, czy przypadek, który, jak wiadomo, po ludziach chodzi, puka od drzwi do drzwi, ale za częsty, by przypadkiem czystym mógł być. Podsumowując regułę, zasadę, jak zwał, tak zwał: mężczyźni, którzy dobrze wróżą na przyszłość, kiepsko całują.

Porozmawiać da się, wspólne tematy, ćwiczą je pewnie w domu, zamiast całowanie trenować, niestety, a tu ba, zainteresowania nawet wspólne, mniej bądź bardziej naciągane, naginane, wiadomo, autopromocja, silna, hiperzajebistość na plan pierwszy, lubię to, nie lubię to, lubię tamto, tamto nie, słowo otwierające wszystkie zakamarki kobiecych dusz na pierwszych drugich trzecich nawet randkospotkaniach: "Naprawdę? Ja też!", choć nie do końca wspólnego z życiem wiele to ma.

Ale ona już kupiona, sprzedana, teraz wystarczy tylko umiejętnie rozwinąć swe talenta, zaprosić na włoskie z czerwonym winem, bo wiadomo, że na włoskie, lekkie, niewzdymające i takie w ogóle sikalafą, delikatnie dotknąć dłoni bawiącej się na stole serwetką, przypadkiem niby dotknąć, musnąć raczej, a gdy spojrzy, zamachać brwiami w sposób znacząco nic nieznaczący, a ona spłoni się mniej bądź bardziej, nie wie, czy wino tak w żyłach buzować zaczyna, czerwone w końcu, jak krew, jak miłość, jak usta jego krwiście soczyste, wilgotne i rozchylone lekko, gdy tak patrzy spode brwi i spogląda, a w lewym kąciku ust, tam, gdzie dołeczek dogolić się nie da, uśmiech łagodny i pełen ciepła się czai.

I wychodzą potem, pod rękę sie biorą, na nierównościach stołecznych chodników się chwiejąc, uderzając ramieniem o ramię, i cały repertuar zachowań odpowiednich dla sytuacji takich następuje, następywa nawet.

I gdy ją już ściska w dołku, gdy on, żegnając się i topiąc ją w swoich oczach przeciąga wskazującym palcem po jej policzku, podąża brodą ku szyi i nachyla się, a ona żurawią, czaplą, giętką tę że szyję podaje mu w ust rozchyleniu, przez jej głowę przebiega iskierka nadziei, że będzie wyjątkowo, inaczej, że jedyne o czym myśleć będzie za chwilę, gdy iskry przebiegną z ust do ust, to o kolejnych, następnych wielorazach.

Tia, miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze.

* M. Sadowska "Pocałunki":
piątek, 19 listopada 2010

Są świętości, są świętoszki, świętoszkowie i świeci z natury. Upadłe anioły też się zdarzają. Pulchrabella też jest. Nie chce się powtarzać, nie kupuje napoczętych jogurtów, nie liże cudzych lizaków, niezależnie od tego, jak kusiłyby smakiem i wilgotnym słodkim blaskiem, dobry zwyczaj - nie pożyczaj. Zdarza się jej podjadać w knajpie z cudzego talerza. I pożyczyć buty od przyjaciółki. To by było na tyle w tej kwestii.

Nie lubi, jak ktoś coś komuś coś. Sugeruje, imputuje, podszeptuje. Jedna baba drugiej babie. Bella, bella, bella Mari, i już. Jej naiwna, wiecznie dziewczęca i dziewicza w tej kwestii przynajmniej natura się nie godzi. Brrrr.

Lubi dowody, czarno na białym, biało na czarnym, konkretnie, mocno i dosadnie. Nie kręci, nie odwraca kota ogonem, nigdy się tego nie nauczyła.

Ciekawe, czy spalono by ją na stosie 300 lat temu za domysły, sugestie. Przeszukano by przepastne czeluście jej dziupli w poszukiwaniu suszonych kręgosłupów jaszczurczych, ropuszych ócz, warkoczy lubczyku i skrzydełek nietoperzych.

Ale czasem nawet jasne zasady to za mało. Choć kusi, nieszczęsny szatanioł, kusi, dyszy jej w uszko, nawet gdy nie dyszy, bo nie dyszy, lekko zachuchał tylko na razie, raz czy dwa, nie obiecuje, tylko patrzy, tak patrzy, uśmiecha się półgębkiem (tj. jedna część ust jego, lewa, pozostaje nieruchoma, druga zaś, prawa, lekko, leciutko unosi się do góry z mieszanką lekkiej ironii, cwaniactwa, pewności siebie i chłopięcości swoistej). A ona ściska kolanka, by nie zostawiać śladów ślimaczych, gorących za sobą. Na razie Pulchrabella odrzuca jednak zaproszenie, nie odrzuca, przekłada na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nie w pracy, z pracy. Choć w liczbie pojedynczej.

Słońce dziś świeci, a jej potrzebny prawdziwy listopad. Będzie dziś odmawiać taneczną modlitwę o deszcz. Wicher już wieje w głowie. Efekt: pustka.

piątek, 17 września 2010

Sezon polowań rozpoczęty.

A że mysliwi to ród zgodny, przyjazny i pomocny, to pod wezwaniem świętego Huberta zwierzynę jakąś charty wyczuwają. A rącze konie za nia podążają. Dżwięk rogu zabrzmiał, echo gra.

Flirt jako niezobowiązująca obietnica spółkowania. Stary, dobry i mądry Milan. Nielekkość bytu też jest nieznośna.

Tiru riru, ram pam pa, a muzyczka sobie gra.

Ewoluuje. Ona albo świat. Zagadywana, douśmiechana, doceniona, prawie dopełniona. A chce tylko w kapeluszach takich dużych nalesniki smażyć.

Przystojni, wysocy mężczyźni w windzie powodują silny stopień nawilżenia, zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Nie tylko radość, lecz także jaskółczy niepokój.

Sikalafą.


darmowe statystyki strony