Wpisy z tagiem: Diablo Angelo
niedziela, 30 stycznia 2011
W świecie końca świata, degeneracji ludzkości, końca pozytywnych uczuć, prostej przyjaźni, wsparcia i oczywistej dobroci, w świecie Wielkiego Brata nic się już nie ukryje. Najmniejsze potknięcie, przydepnięcie sznurówki za pomocą małego wpisu, pod którym tysiąc pięćset sto dziewięćset osób klinie: lubię to, może się stać światowym problemem, kłopotem globalnym, rozważanym na wszystkich lądach, morzach, na obu półkulach (właściwie to obu elipsoidach/geoidach, jeszcze niecała wiedza wywietrzała z uroczej główki Pulchrabelli). Ale do meritum. Kiedy pierwsze słowa stawały się ciałem, wyraziła swój pogląd na pewne sprawy. I to nie jest tak, że wybiera właśnie pod tym kątem, nie, po prostu w większości przypadków wykaz cech ogólnych okazuje się taki, a nie inny. Dlatego nie doznała szoku, gdy na wirtualnej facjatce Diablo Angelo ujrzała zdjęcia z przeprowadzki uroczej młodej damy do niego. To pewnie jeden z tych powodów, dla których przestał ją zapraszać na wino ze śniadaniem, a wprosić się próbował zacząć. Oczywiście, plus odpowiedni background, nadrabiany ze wszech miar i w szczegółach wszelkich: tradycyjnie zacinająca się winda (u Pulchrabelli windy nie ma, pewnie romantycznie bądź seksownie chciał się zasapać na schodach), przytulanie na tarasie (no, chyba w oknie pod bacznym oknem sąsiadów), ech, no i cały ten repertuar o kant można potłuc. No, przynajmniej się upewniła, że jest zwolenniczką konkretnego typu. Do czasu. A teraz idzie na wódkę.
piątek, 19 listopada 2010
Są świętości, są świętoszki, świętoszkowie i świeci z natury. Upadłe anioły też się zdarzają. Pulchrabella też jest. Nie chce się powtarzać, nie kupuje napoczętych jogurtów, nie liże cudzych lizaków, niezależnie od tego, jak kusiłyby smakiem i wilgotnym słodkim blaskiem, dobry zwyczaj - nie pożyczaj. Zdarza się jej podjadać w knajpie z cudzego talerza. I pożyczyć buty od przyjaciółki. To by było na tyle w tej kwestii. Nie lubi, jak ktoś coś komuś coś. Sugeruje, imputuje, podszeptuje. Jedna baba drugiej babie. Bella, bella, bella Mari, i już. Jej naiwna, wiecznie dziewczęca i dziewicza w tej kwestii przynajmniej natura się nie godzi. Brrrr. Lubi dowody, czarno na białym, biało na czarnym, konkretnie, mocno i dosadnie. Nie kręci, nie odwraca kota ogonem, nigdy się tego nie nauczyła. Ciekawe, czy spalono by ją na stosie 300 lat temu za domysły, sugestie. Przeszukano by przepastne czeluście jej dziupli w poszukiwaniu suszonych kręgosłupów jaszczurczych, ropuszych ócz, warkoczy lubczyku i skrzydełek nietoperzych. Ale czasem nawet jasne zasady to za mało. Choć kusi, nieszczęsny szatanioł, kusi, dyszy jej w uszko, nawet gdy nie dyszy, bo nie dyszy, lekko zachuchał tylko na razie, raz czy dwa, nie obiecuje, tylko patrzy, tak patrzy, uśmiecha się półgębkiem (tj. jedna część ust jego, lewa, pozostaje nieruchoma, druga zaś, prawa, lekko, leciutko unosi się do góry z mieszanką lekkiej ironii, cwaniactwa, pewności siebie i chłopięcości swoistej). A ona ściska kolanka, by nie zostawiać śladów ślimaczych, gorących za sobą. Na razie Pulchrabella odrzuca jednak zaproszenie, nie odrzuca, przekłada na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nie w pracy, z pracy. Choć w liczbie pojedynczej. Słońce dziś świeci, a jej potrzebny prawdziwy listopad. Będzie dziś odmawiać taneczną modlitwę o deszcz. Wicher już wieje w głowie. Efekt: pustka.
środa, 10 listopada 2010
Kotka pieszczoszka, szafa gra, gitara tańczy. Potwierdziła się stara prawda: szanuj eksa swego jak siebie samego. A więc nie kocha, lecz lubi, szanuje (respektuje nawet), ale i nie chce, nie dba, żartuje też. Wspomina czule, się przeciąga. Kochaj kobiety swoje najbliższe, najlepsze, bo dopóki im nie wejdziesz w paradę, kochać cię będą, uwielbiać, wspierać i ci/tobie pomagać. Wprawdzie z jej grona zniknęła jedna z Kobiet przez wielkie K, niezależnie, niespecjalnie, taka karma, ale pozostałe są. I cyganichy z nich, bo prawdę powiedzą, dzisiaj, jutro, zawsze, wszędzie. Ale tak naprawdę to wszystko jej jedno teraz, mimo że ciśnienie najniższe z możliwych, pustka na koncie, pensja nie rośnie i nie ma absolutnie perspektyw na 100-metrowy dom podstołeczny z przeszkloną kuchnią, werandą, pelargoniami na rabatce, piecem na brykiety w piwnicy i uroczym, mądrym panem domu dorabiającym w jasnej, ciepłej i przestronnej sypialni kolejne sztuki potomstwa. No, może być w łazience, nie będzie aż taką tradycjonalistką. Lubi, co się ma. Od przybytku głowa może zaboleć. A tak w ogóle to domorosły nieartysta kręci ją chyba tylko z powodu tego, że zgrywa tak pewnego siebie. Dojrzałego dorosłego. Samca hiperzajebistego. Alfa samca. Omega zresztą też. Klika: lubię to. Gdyby tylko nie miał mleka pod nosem.
czwartek, 28 października 2010
Oj da, dana, dana, da. Niebiesko w głowie, zielono też, się dzisiaj Pulchrabella rozszalała. Jeszcze dobrze nie pozamiatała skorup serca, co to je połamane, biedne, na swej drodze stratowała (podobna, wieść gminna tak niesie, ona się nie poczuwa), a tu już okazja się nowa i lepsza nadarza do bycia kobietą na 200%. No i na to wygląda, że tym razem trafi lepiej. Spaceruje znowu wydeptanym chodnikiem, zakurzonym jak zawsze, i stosuje rozdawnictwo uśmiechów. Mniej bądź bardziej nieśmiałych. Delikatnie zwilża wargi językiem i opuszcza oczy z rzęs trzepotem. Nieświadomie bądź świadomie, jak do tej pory. Wie, jakie to proste i jakie pożyteczne. Nie zapesza na razie. Nie podnieca się za bardzo (hm, to akurat nieprawda, bo podniecona od kilku godzin biega, kolanka przy sobie trzymać musi, żeby katastrofy w mieście tym na W nie spowodować, nawilżona niebylejak), ale nie przesadza. Jest stonowana, lekko uszczypliwa, spokojnie jak na wojnie, może nic nie pierdolnie. Double shot. No, no. Poza tym rozkwitnięta jak przy majowej mżawce ogród maminy do słonka wychodzącego nieśmiało zza pierzastej chmurki się uśmiecha. A zmarli niech świętują, w końcu każdemu się należy raz do roku. Perspektywy są ciekawe. Czy rozbestwi się na tyle, żeby nie zostało to tylko w zamyśle, w zarysie, czy da się przeciągnąć, przeciągnie, ściągnie, zabierze, da. Nieważne dziś kwestie aprowizacyjne, zawodowe, naukowe, życiowe, konkretne, przyszłościowe, a gdzież! Na razie praktykuje niezobowiązującą obietnicę spółkowania. A co dalej... :D
piątek, 17 września 2010
Sezon polowań rozpoczęty. A że mysliwi to ród zgodny, przyjazny i pomocny, to pod wezwaniem świętego Huberta zwierzynę jakąś charty wyczuwają. A rącze konie za nia podążają. Dżwięk rogu zabrzmiał, echo gra. Flirt jako niezobowiązująca obietnica spółkowania. Stary, dobry i mądry Milan. Nielekkość bytu też jest nieznośna. Tiru riru, ram pam pa, a muzyczka sobie gra. Ewoluuje. Ona albo świat. Zagadywana, douśmiechana, doceniona, prawie dopełniona. A chce tylko w kapeluszach takich dużych nalesniki smażyć. Przystojni, wysocy mężczyźni w windzie powodują silny stopień nawilżenia, zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Nie tylko radość, lecz także jaskółczy niepokój. Sikalafą. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |