Wpisy z tagiem: alkohol
środa, 06 lipca 2011
Wieczorne wyjścia spontaniczne mogą się skończyć pewnym niesmakiem, to już zauważyła. Reguła się potwierdza. Alkohol jest niebezpieczny, robi z ludzi zwierzęta, królów życia, mistrzów ciętej riposty. Burzy wszelkie bariery, przelewa się nurtem niczym nieuzasadnionej fajności. Przetykanej zwykłym chamstwem. Ba, nawet nie przetykanej, przepełnionej. JA ewoluuje do rozmiarów Sears Tower, na samym szczycie powiewa sztandar męskości, ale z dołu i tak widać, że splamiony. Kobiecość staje się wyraźna jak czerwone wino na świątecznym obrusie, jak krew na prześcieradle, gładkim i sztywnym od krochmalu. Słowa się przesypują, toczą jak kamienie po zboczu, nisko, jeszcze niżej, na sam dół. Nadmierna pewność siebie nie jest asertywnością, tylko agresją. Choć cezar kiwający dłonią, ułaskawiający wspaniałomyślnie rozmówcę, który z politowaniem na niego spogląda, nie zna tego pojęcia. Pulchrabella sobie obserwuje, cierpki smak w ustach wykrzywia jej wargi, to jedyna reakcja. Patrzy i widzi przelewające się ciała, bezwładne dłonie, drobione kroczki, chwiejne, płynne, statek się kolebie, fale alkoholu jedna za drugą kiwają nim to na prawo, to na lewo. Dorośli, poważni ludzie, zrzucili mundury, kajdany, pragną znowu być dziećmi i nie widzą innej metody. Stara się zrozumieć, nie oceniać, choć przekracza to jej możliwości percepcyjne. Dulszczyzna, być może, najlepszym się zdarza pogubić, zaplątać, zapętlić. Ale są cele i środki do celu.
niedziela, 01 maja 2011
Rzadko używana przez nią samą, ale powszechnie obecna. Nadobecna nawet, bywa i tak. Majówka, krowy, kaczki, trawa zielona, droga na Ostrołękę, a jej się na myślenie zbiera. Cóż, długi weekend zapełnić jakoś trzeba. Czasem nie chce lubić obserwować, ale to nałóg, przemoc jakaś, zmusza ją siła wewnętrzna czy inne bydlę, musi, a że musieć to czynić, więc czyni. Za małostkowość kobiet i bufonadę mężczyzn piła do rana prawie, z powodzeniem, nadmiarem toastu. Wszechobecnie, nadmiarowo, okupowana się czuje, zdominowana, podległa, stłamszona hipokrytycznie, nadkrytycznie, przez podłą, małą, suczą nienawiść, niechęć. Złośliwości, kpiące niedowierzania, małe, ludzkie podłostki, wredne, a jakże codzienne. Weekendowy świat jedno ma oblicze, a imion wiele, a może i żadnego, nieprzypomniane, niewypowiedziane nawet uleciało z dymem mentolowego slima wyrzuconego z okna taksówki uwożącej w niewiadomym kierunku dwie niewiadome. Wynik tylko w tym równaniu jest oczywisty. Klubowo-alkoholowy światek, ludzie i ludziki, gusta i guściki. Niepotrzebnie znowu otworzyła szafę, klekot kościotrupka nie daje jej teraz spokoju. Weryfikacja negatywna, bohaterowie młodości z orłów przesistoczyli się w ochotę na pawia. Mała, złośliwa dziewczynka, którą bardzo rzadko wypuszcza na zewnątrz, robi im "ciuś, ciuś", wstydzi się za nich, ich wielkie brzuchy, małe duszyczki i rozrośnięte do kolosalnej wysokości z powodów bliżej nieznanych i niewiadomych ego, prawie tak rozciągnięte jak szwy ich koszul, ledwo, ledwo spiętych na trzeszczące ze strachu przed dalekim lotem z procy guziki. Za ich manieryczne, wystudiowane gesty, mądre miny, wiekopomne stwierdzenia, maczyzm, samczość spoconą, hiperzajebistość. Jednak dziękuje sobie, losowi, fatum, Mojrom i komu tam jeszcze może, że słucha zasuszonych trupków, że nie potykała się jakiś czas temu o zwinięte przy ich łóżkach, stłamszone, wilgotne jeszcze prześcieradła, składając puzzle garderoby i myśli, gdy adonisowe jeszcze wówczas ciała stygły na studenckiej wersalce, wyleżałym przez pokolenia tapczanie, na upuszczenie ciśnienia i sen zasłużony po wysiłku przyjemnym robiąc przerwę od planów podbicia świata, ciał i serc wszystkich kobiet tego świata. Obserwacja obserwacją, reszta jest milczeniem. Brak porozumienia na jakiejkolwiek płaszczyźnie odbiera ochotę na strzępienie języka. Po próżnicy.
sobota, 12 marca 2011
Jeszcze w głowie grzechoczą jej kostki lodu z wypitego drinka, jednego, drugiego, robią stukot, hałas, tańczą, zgrzytają, przewalają się. W żyłach resztki krwi, moc innych płynów jej ciało okrąża. Leniwa powieka lewa pogania leniwą powiekę prawą, kotary rzęs wachlują policzek, czyniąc przy tym hałas, jak szum tysięcy kluczy żurawi i gęsi, które poczuły oddech wiosny, a ten zagnał je z powrotem, do tego kraju nie mlekiem i miodem, ale krwią i wódką płynącego... Muzycznie euforycznie dopieszczona, doprowadzona wręcz do ekstazy muzycznej, soczyście, rytmicznie, energicznie, po męsku, koncertowo po prostu. Półuśmiech na ustach na samo wspomnienie. Bliskie, nieodległe, żywe, aż wilgotne ciepło ogarnia ją i pełznie pomaleńku, powolutku od małego palca lewej stopy do góry. I właśnie dmucha jej delikatnie do prawego ucha i melorecytuje. Mniam. Że też można aż tak dobrze zagrać. Do trzewi. Do samego środka. Zgwałcić mocą i siłą dźwięku i zostawić z uśmiechem spełnienia na spieczonych od brutalnych pocałunków ustach. Znowu zapomniała, że weekend nie od tego jest, żeby odpoczywać, się wysypiać, ogarniać, nadrabiać rodzinne spotkania, obiadki odbębniać. Znowu w nicość płynie, po różowym winie na kanapie. Popłynie po piwie na przelotnym widzeniu z dawno niewidzianymi w oparach tytoniu, absurdu, melancholii, po wódce owocami pachnącej z Marynarzem i ekipą okrętową radosną jak zawsze, po whisky ze stadem rozpuszczonych, rozbisurmanionych, zepsutych, takich, którzy się zbiesili, w jakimś klubie mniej lub bardziej podłym. Wytępi myśli, wątpliwości, smutki, kotki, motylki i to inne co w głowie jej zalega od poniedziałku do piątku. Reset. Plum.
wtorek, 08 marca 2011
Za to to może chętniej wypić niż się pomodlić. Nie wydaje jej się, żeby to była Jego sprawa, sprawa wyższej wagi, ba, najwyższej nawet, chyba On ma co robić i bez babskich błagań. "Wszystkie kobiety klękają, tylko każda w innym celu, dopóki jest z tego przyjemność - jest OK". Więc czy powinna czuć się ofiarą feminizmu? Czy rzeczywiście wmówiono jej to, co jest może nie fundamentem, ale murem jej istnienia na pewno? Hm, czy rzeczywiście wszystko dzieje się w jej głowie w wyniku masońskich mediów (swoją drogą, mass media nabierają nowej wymowy) i obcych, feministycznych wpływów? Nie wydaje jej się. Ale wychodzi na to, że wszystko w imię błędnie pojmowanej wolności :P Przyjęła swoją porcję ciast, ciastek i ciasteczek, czekoladek, pomadek, słodkości, lubości, tulipanów, różyczek, naręcza życzeń, słów ocukrzonych, zalukrowanych, lepkich aż, lejących się. Otworzy wino w towarzystwie kobiet takich jak ona sama, klonów, kserokopii, XXI-wiecznych duszących cytryny szczęścia do kropli ostatniej, do ostatniego tchu, okołotrzydziestoletnich singielek i niesingielek, lubujących się w carpe diem i sybarytyzmie. Ruszy w miasto, zajrzy to tu, to tam, rozda uśmiechy, kiwnie ręką, witaj, o Pulchra, witaj, o Bella, o Bella, o Bella Bella Mari. I już.
piątek, 26 listopada 2010
Pulchrabella dziś więc osiąga wyżyny nie tylko swojej, lecz światowej inteligencji. Głębokość pewnych stwierdzeń rozkłada na łopatki, powala, przewraca, wali po zębach i nosie, rozkrwawia głowy i myśli. Nie żeby to, ale trzeba było jakoś zacząć. Zima nastraja ją zdecydowanie negatywnie. A jeszcze kilka dni temu opowiadała wokół, wszem i wobec, że jest permanentnie niehumorzasta. A tu ze zdwojoną mocą, ba, dwudziestokrotnością mocy poprzedniej, pojawia się to, co zamiecione pod dywan zostało lata temu, zakopane 56 metrów pod ziemią, w mrokach niepamięci, wśród innych niewydarzeń. Nic ważnego, nic niezwykłego. Zwykły brak poukładania pewnych rzeczy w pewnym momencie. Niezamknięcie drzwi wtedy, gdy niezbędne to było, powoduje, że - wypaczone - już się nie domkną i skrzypieć będą. Skrzypią, skrzypią, jęczą, godzinę duchów wywołują, kryminalną perełką się stają, budzą w głowie "wojny myśli niespokojnych". Oho ho, jaka się lotna dziś Pulchrabella zrobiła. I nastrojowa. Musi się chyba napić. Na szczęście Rogu wie, kiedy się zjawić, o nic nie pytać, być kolegą, polać whisky, albo i wódki, dlaczego nie, i rozwiać mnie bądź bardziej PMS-owe wymysły i pomysły. A tak w ogóle to chciałaby wyjść czasem z nieszczęsnego pancerza pierdolonej od tyłu przez kotarę mieszczanki, nie zawijać bułki w bibułkę, tylko powiedzieć/pojechać wprost. Może upuściłaby sobie i krwi, i ciśnienia. Ale nie umie i nie potrafi. Asertywność poziom 0. Zawsze to lepiej niż -5, co jeszcze do niedawna królowało. Na razie robi to w myślach, wytrawnie, na zimno, bezlitośnie. Napawa się swoim suczym chłodem i lodowatym okrucieństwem. Smaga słowami jak biczem, ech...
środa, 10 listopada 2010
Kotka pieszczoszka, szafa gra, gitara tańczy. Potwierdziła się stara prawda: szanuj eksa swego jak siebie samego. A więc nie kocha, lecz lubi, szanuje (respektuje nawet), ale i nie chce, nie dba, żartuje też. Wspomina czule, się przeciąga. Kochaj kobiety swoje najbliższe, najlepsze, bo dopóki im nie wejdziesz w paradę, kochać cię będą, uwielbiać, wspierać i ci/tobie pomagać. Wprawdzie z jej grona zniknęła jedna z Kobiet przez wielkie K, niezależnie, niespecjalnie, taka karma, ale pozostałe są. I cyganichy z nich, bo prawdę powiedzą, dzisiaj, jutro, zawsze, wszędzie. Ale tak naprawdę to wszystko jej jedno teraz, mimo że ciśnienie najniższe z możliwych, pustka na koncie, pensja nie rośnie i nie ma absolutnie perspektyw na 100-metrowy dom podstołeczny z przeszkloną kuchnią, werandą, pelargoniami na rabatce, piecem na brykiety w piwnicy i uroczym, mądrym panem domu dorabiającym w jasnej, ciepłej i przestronnej sypialni kolejne sztuki potomstwa. No, może być w łazience, nie będzie aż taką tradycjonalistką. Lubi, co się ma. Od przybytku głowa może zaboleć. A tak w ogóle to domorosły nieartysta kręci ją chyba tylko z powodu tego, że zgrywa tak pewnego siebie. Dojrzałego dorosłego. Samca hiperzajebistego. Alfa samca. Omega zresztą też. Klika: lubię to. Gdyby tylko nie miał mleka pod nosem.
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Nawrót choroby. Objawy z zakresu standardowego: drżenie rąk, pocenie pleców, nerwowe mruganie oczami, przyspieszony oddech, skubanie paznokci. Rzadko się zdarza, żeby aż tak nie wiedziała, nie robiła, trwała, oczekiwała. Jak pies do jeża. Nie wie, czego chce. Tzn. ona wie. On najwyraźniej nie wie. Brak jej, Tej, Która Zawsze Wszystko Wiedziała. I która mniej bądź bardziej wspomagała różne działania. Zanurzyła się w oczekiwaniu na to, co wydarzyć się nie powinno. Po raz kolejny zastanawia się nad utratą cnoty. Najważniejszej. Cierpliwością zwanej. Poza tym jest gotowa. Dojrzała do samotności kontrolowanej. Żałuje tylko, że większość mężczyzn, których spotyka, widzi w niej materiał na żonę, a nie na kochankę. A ona potrzebuje intensywnych nocy, wyrwanych z kontekstu gorących chwil, a nie wyznań i szacunku. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |