Wpisy z tagiem: głupota
niedziela, 23 stycznia 2011
Jeszcze niedawno twierdziła, że jest materiałem na żonę, nie na kochankę, w oczach mężczyzn. Czas zweryfikował to myślenie. Ni stąd, ni zowąd zaczęła się nadawać na kochankę. Propozycji ma prawie że w bród i co niemiara. Szkoda tylko, że od samych bliskich jej facetów. Bądź facetów bliskich jej kobiet. Bo jest: ... (i tu nastepuje wysyp komplementów, wśró których seksapil, mądrość i DYSKRECJA wiodą prym). Nie będzie obłudna, przyzna się samej sobie, że przyjemne to i miłe, że w jednym, dwóch przypadkach chwila zastanowienia była, zawieszenie akcji w próżni, suspens przed wyjaśnieniem kwestii w nowym rozdziale. Człowiekiem jest tylko, z krwi kości, ciało, chleb, dusza w środku zbolała, stęskniona. To oczywiste, że było zawahanie. Rozmiękczana była, bliska przekroczenia granicy, za którą czysta esencja przyjemności i zatrata. Na dobrej drodze ku temu była. Była, właśnie. Ale nie lubi niepotrzebnych komplikacji. No i zamiast napisać melodramat, thriller erotyczny, komedię romantyczną, dramat w trzech aktach pozostała przy poradniku dla panienek z dobrego domu, kuerva. Zapętla się muzycznie i nie myśli o tym, że po raz kolejny zadziałała niezgodnie z carpe diem. I nie ma z tego żadnej satysfakcji. Ech, głupia ty.
niedziela, 18 lipca 2010
Nigdy nie lubiłą zazdrości. Uważa ją za uczucie płytkie i niegodne osoby o świadomości własnej wartości. Oczywiście, bywała zazdrosna, ale nie miała w zwyczaju tego okazywać. Zakazywać. Ograniczać. Krótko trzymany drapieżnik prędzej czy później albo ugryzie, albo ucieknie. Albo stanie się rozlazłym stworzeniem domowym, nieumiejącym już żyć w naturalnym środowisku poza klatką. A to chyba najgorsze. Jeszcze bardziej nie lubiła być ograniczana. Zakazów, nakazów, zegarków, pouczeń, poleceń, scen, spektakli. Złośnica nigdy nieposkromiona. Nie wtrąca się do cudzych spektakli. Nawet nie chce być widzem, więc tym bardziej nie wcina się ani w scenariusz, ani w reżyserię. Ha! Tak jej się tylko wydawało. Zaczęło się. Miała nadzieje, że nie doczeka, że jej to nie spotka, że to mit, że to je bajka. Ha! A nie jest. To, że najlepszym przyjacielem kobiety jest inna kobieta - fakt z gatunku autentycznych. To, że największym wrogiem kobiety jest inna kobieta - święta prawda. Za chwilę przestanie być zapraszana. Bo singielka. Kwoczki matronki strzyżą uszyma, oczyma i nie wiedzą, co zrobić z rękoma - dusić, szarpać czy ugryźć i pozwolić się wykrwawić? Nie prowokuje, nie ma w zwyczaju. Nie epatuje. Nie rozdaje uśmiechów na prawo i lewo. Ale nie będzie udawała, że jest brzydsza i głupsza niż jest. Bo nie jest. Wydłuża dystans, jest niedotykalska. Nie rozmawia sam na sam. Ale i tak chcą ją wywieźć na taczce. Pogardę włącza dopiero po wyjściu. Żalpeel hamuje do minimum. Zawsze wolała koty od zwierząt chadzających na smyczy.
wtorek, 06 lipca 2010
Ma chyba naprawdę za wysokie wymagania. Albo jest nieprzystosowana do świata i ludzi. Może to drugie, rzeczywiście. Nie lubi u siebie tej miny. Tej mieszanki niezrozumienia, zdziwienia, może lekkiej kpiny. Niedowierzanie. Bycie samcem implikuje narcyzm i przesadyzm. Tak. Ale ryba rzadko kiedy jest taaaaaka! Kobiety, które wstały chwilę wcześniej od stolika, niezależnie od stopnia wskazującego na spożycie i liczby upadków w drodze od krzesła do wyjścia, nie zasługują na żenujące żarty prowadzącego. Nie w obcym towarzystwie. Chociaż sama chwilami nie wie. Nie lubi być traktowana z góry. Zwłaszcza przez samice, które nie dość, że nie trzymają pionu, to poziomu tym bardziej. "JAAAAA (akcent, nacisk mocno położony na tenże zaimek) pracuję w dywidendach". Aha, ciekawie. Po tymże niezwykłym wyznaniu nastąpił exodus. Obserwowała i była coraz bardziej zaszokowana swoją słabością charakteru. Po co tam siedzi? Do czego jej to? Początkowa sympatia przerodziła się w zgagę, która paliła żywym ogniem. Niesmak w ustach pozostał. Prowadzący rozdawał uśmiechy na prawo i lewo i coraz bardziej zapętlał się w swojej zajebistości. Szara eminencja przez dłuższy czas uśmiechał się z dyskretną kpiną, przekonany o swoim hipermaczyzmie. Nagle poczuł wiatr w żaglach i wydawało mu się, że zadął w złoty róg. Tu przerwał, wszystkim się zdawało, że on gra jeszcze, a to echo nie chciało się ulitować ani nad nią, ani nad nim. I grało jego słowa, miałkie i liczne, z zadęciem i nadęte. Puste i próżne. Nawet sznur mu się nie ostał. A to jedyne, o czym w tym momencie marzyła. Chyba przestanie lubić szpinak i ricottę. I parę innych rzeczy, w tym rzeczonego kuraka. W takich momentach wie, dlaczego jest singielką. I dziwi się, że czasem o tym zapomina. To samo od lat: http://www.youtube.com/watch?v=HZMmv7sbENc |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |