Wpisy z tagiem: pragnienie
czwartek, 10 lutego 2011
Jak głupi do sera i cielę na malowane wrota się uśmiecha i patrzy, i tak patrzy, ach, jak się cieszy! Jest pokoleniem bez celu i bez sensu i nie w głowie jej to, zazwyczaj tak, zwyczajnie, śniadanie, obiad, kolacja, spać, prać, pracować, jedz, módl się i kochaj. No to co ma robić, skoro i na te podstawowe czyności czasu jej brak? Ogranicza lenistwo do minimum, goni w piętkę, kradnie chwilę za chwilą. Zasapana, w permanentnym niedoczasie. Nurza się w oparach, wodospadach whisky, wódki, popuszcza cugle i wodze. Przesmykuje się, przemyka po korytarzu, nie stosuje już rozdawnictwa usmiechów, coraz częściej ostatnio patrzy na siebie i klika "Lubię to". Im bardziej walczy z sobą, ze swoimi słabostkami, drobiazgami, mąci wodę i w głowie sobie, tym trudniej jej popłynąć naprzód. Opowiada sobie bzdurne bzdury głupoty w stylu Coelho. Jeszcze chwila i zacznie nosić afirmacje w portfelu i chodzić na spotkania dla korposuczy: jak nie dać się zgnieść we świecie współczesnym, być super hiper mega mistrzem wszystkiego, kucharką w łóżku, damą w kuchni i dziwką w salonie :) i do grupy na fejsbuku się zapisze: Cytat boskiego Paolo na dzień każdy. Mapa na twarzy coraz gęściej zaznacza każdą radość, małe tęsknoty, znaczące prawie tyle co nic. Pielęgnuje każdy wąwozik z osobna, pieczołowicie dopieszcza, bo na każdy ciężko zapracowała upatrując permanentnie do połowy pełnej szklanki. Wiosna w powietrzu, aż głowę urywa. *Tytułowa bufonada amerykańska niechże autorce nie będzie brana za złe. Raz na jakiś czas musi błysnąć wiedzą, oczytaniem i umiejętnością korzystania z Wikipedii.
wtorek, 26 października 2010
A jak nie zechce, to żadne figle-migle nie zachęcą. Nie miała weny, humoru, ochoty, z czasem też nie za dobrze ostatnimi czasy bywało. Gdyby nie drobne komplikacje, pewne takie, jak igła pod paznokciem. Kolec kaktusa niewidoczny, niemożliwy do wyjęcia. Drzazga głęboko pod skórą, cienka, cieniutka, nie da się, nie próbuj, auć! Gdyby nie bzyczenie w głowie, wokół głowy, mucha jakaś, cholera, zabij, bij, podła, wredna. Byłoby cudownie. Chryzantemą by była. Astrem. Michałkiem. Kaliną, jarzębiną czerwoną. Panią Jesienią z uśmiechem na ustach zrzucającą z siebie liście. Nie lubi schematów, ale pewne szufladki są w życiu niezbędne. W jej życiu na pewno. A mężczyzna nie jest od tego, żeby za dużo gadał. Opowiadał, perorował, mniemał, przypuszczał, żywił przekonanie, relacjonował, rozprawiał, kiwał główką, epistoły pisał, ę ą, kuerva, gówno przez er zet. Rozegrana ta partia na jej własną prywatną niekorzyść. Gdy siadała do szachownicy, wiedziała już, że przeciwnik nie jest jej godzien. Ale nie, nie, nie, ale oho, ho, ho! Nie odda walkowerem, zobaczy, spróbuje, a nuż, a nóż, a łyżką by go teraz zabiła. Żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. Cóż, zostaje tylko ładnie to pochować. Zawsze źle się czuje, gdy komuś krzywdę robi. Ale to nie jej wina, że mają ją za kogoś, kim nie jest, kogo nie udaje. A zawsze powtarza, żeby nie oceniać książki po okładce. Bo ona nie jest wiktoriańskim romansidłem, harlekinem z happy endem, gdzie namiętny kochanek wygłasza półgodzinne kwestie, zanim nastąpi scena zakryta cieniem, przy blasku świec, za ciężkimi kotarami przyspieszonych oddechów... Dobrze, że na innych polach lepiej. Pokwitnie sobie jeszcze trochę. Pomruga oczkiem, pomacha nóżką, rączką, bioderkiem. W końcu przydałyby się jakieś gody.
niedziela, 03 października 2010
Zaszokowana. Wprawdzie nie od dziś, ale była sobota. Kumulacja. Wrócił. Miesiąc go nie było. Więcej. Nie mogła zapytać, gdzie, dokąd, dlaczego, wróci, nie ma, ale, jak to, kiedy, nie miała prawa. I wrócił. A bałagan jeszcze większy. A ona chce. Pragnie. Pożąda. Kocha. Lubi. Szanuje. Nie chce. Nie dba. Żartuje. Nie wie, który fragment jest prawdą, ale wie, że chce. I nie wie, w którą stronę pójść. Logistyka nie była nigdy jej mocną stroną. Nie ma GPS-a w głowie, prawo-lewo, whatever. Osiołkowi w żłoby dano. I zwierzyna z głodu padnie. Oszaleje. Przywdziewa strategiczny uśmiech nr 5 i wyrusza. Leży i myśli, co chciałaby, żeby z niej zdjął. Co z nią zrobił, co jej zrobił, co zrobiłaby ona jemu, mu, z czym, jak, z której strony, jak długo, jak mocno, tak, tak, jeszcze mocniej, nie przestaje.
poniedziałek, 19 lipca 2010
...dotknij ustamiwypukłego brzegu zieminiech cię upiję(...)przyjdź do mnie ręką wiatruusta okrutne połóżna mojej ciepłej szyi ...
środa, 30 czerwca 2010
Spokojnie, jak na wojnie, nawet nic nie pier***nie, tak jest spokojnie. Przechodzenie korytarzem jest jednocześnie przyjemne i stresujące. Jest oceniana. Od czubka upiętych ciasno włosów przez dość głęboki dekolt po stopy, szybko wzbijające tumany kurzu z firmowej wykładziny. Ona uśmiecha się delikatnie, pod nosem, wysuwa języczek i oblizuje nim dolną wargę, żeby za chwilę przejechać po niej zębami, jednocześnie spuszczając zarumieniony wzrok. Nie jest kokietką. Chyba. Wydaje jej się, że nie jest w tym dobra. Samo tak wychodzi. Po prostu się peszy. Czuje to mocno, że on nie może oderwać wzroku, udaje, że nie patrzy, ale świdruje. Ona też to ma. Chciałaby, a boi się. Chce, ale nie chce. Niepewność, motyle w brzuchu, wyobraźnia na pełnych obrotach, szkoda to stracić. Ale szkoda nie stracić, i tak stracić, inaczej stracić. Nie wie, czy mieliby o czym porozmawiać. Nie o to chodzi. Chyba nawet nie chce z nim rozmawiać. Chce sprawdzić, czy w rzeczywistości jest równie dobry, jak wtedy, gdy przychodzi do niej przed snem i sprawdza jej odporność na przyjemność. Jak wtedy, gdy ona, zaciskając palce na barkach plusa, jest z nim. I'm not calling you a thief, just don't steal from me. (...) Don't tell me what you've done. Nie odpuści, o nie. Nie będzie jej, dopóki tego nie zwalczy. Zabrał jej ją. Musi się odzyskać.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |