Wpisy z tagiem: flirt
środa, 01 grudnia 2010
Mruczy kotek w głowie, rytmicznie, z zadowoleniem, co kilka chwil dreszcz przyjemności kotkowi po grzbiecie przebiega. Ciepło, miło, radośnie, nie czuje mrozu za oknem, śniegu na parapecie, grudnia w kalendarzu. Lalala w głowie. Nie lala, nie Barbie. Ale lalala. Porcelanowe, śliczne, w koronkach i loczkach, lalala wielokrotne i zwielokrotnione. Małe ma potrzeby, niewielkie, minimalne, ale lubi się pławić w luksusie słów słodkich komplementów, choćby i naciąganych, choćby i prowadzących do niczego nieprowadzących. Za swój sukces uważa to i poczytuje sobie, że tak właśnie, a nie inaczej. Nic mu nie zrobi. Nie uwiedzie, nie powiedzie do otchłani. Nie zwiedzie, nie oszuka, nie okłamie i nie zdradzi. Nie rozorze mu pleców paznokciami w spazmie rozkoszy. Nie będzie ani fellatio, ani rewanżu. Ale i tak go uwielbia. I uwielbiać będzie. Choć błyska jej po oczach czerwony neon "Zajęte".
czwartek, 28 października 2010
Oj da, dana, dana, da. Niebiesko w głowie, zielono też, się dzisiaj Pulchrabella rozszalała. Jeszcze dobrze nie pozamiatała skorup serca, co to je połamane, biedne, na swej drodze stratowała (podobna, wieść gminna tak niesie, ona się nie poczuwa), a tu już okazja się nowa i lepsza nadarza do bycia kobietą na 200%. No i na to wygląda, że tym razem trafi lepiej. Spaceruje znowu wydeptanym chodnikiem, zakurzonym jak zawsze, i stosuje rozdawnictwo uśmiechów. Mniej bądź bardziej nieśmiałych. Delikatnie zwilża wargi językiem i opuszcza oczy z rzęs trzepotem. Nieświadomie bądź świadomie, jak do tej pory. Wie, jakie to proste i jakie pożyteczne. Nie zapesza na razie. Nie podnieca się za bardzo (hm, to akurat nieprawda, bo podniecona od kilku godzin biega, kolanka przy sobie trzymać musi, żeby katastrofy w mieście tym na W nie spowodować, nawilżona niebylejak), ale nie przesadza. Jest stonowana, lekko uszczypliwa, spokojnie jak na wojnie, może nic nie pierdolnie. Double shot. No, no. Poza tym rozkwitnięta jak przy majowej mżawce ogród maminy do słonka wychodzącego nieśmiało zza pierzastej chmurki się uśmiecha. A zmarli niech świętują, w końcu każdemu się należy raz do roku. Perspektywy są ciekawe. Czy rozbestwi się na tyle, żeby nie zostało to tylko w zamyśle, w zarysie, czy da się przeciągnąć, przeciągnie, ściągnie, zabierze, da. Nieważne dziś kwestie aprowizacyjne, zawodowe, naukowe, życiowe, konkretne, przyszłościowe, a gdzież! Na razie praktykuje niezobowiązującą obietnicę spółkowania. A co dalej... :D
piątek, 17 września 2010
Sezon polowań rozpoczęty. A że mysliwi to ród zgodny, przyjazny i pomocny, to pod wezwaniem świętego Huberta zwierzynę jakąś charty wyczuwają. A rącze konie za nia podążają. Dżwięk rogu zabrzmiał, echo gra. Flirt jako niezobowiązująca obietnica spółkowania. Stary, dobry i mądry Milan. Nielekkość bytu też jest nieznośna. Tiru riru, ram pam pa, a muzyczka sobie gra. Ewoluuje. Ona albo świat. Zagadywana, douśmiechana, doceniona, prawie dopełniona. A chce tylko w kapeluszach takich dużych nalesniki smażyć. Przystojni, wysocy mężczyźni w windzie powodują silny stopień nawilżenia, zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego. Nie tylko radość, lecz także jaskółczy niepokój. Sikalafą. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |