Wpisy z tagiem: plus
poniedziałek, 28 lutego 2011
A im większy sprzeciw, tym rozsądniejsza się wydaje. I tym łatwiej usprawiedliwić ją przed sobą, bo przed światem próbować nie ma co. Samosią nie Zosią została już dawno. Może za wcześnie wyleciała spod szerokich, pierzastych, troskliwych skrzydeł matczynych. Może niepotrzebnie i za długo miała nieodpartą, silniejszą od niej samej potrzebę posiadania ostatniego słowa, stawiania kropki nad i, wykrzyknika po zdaniu niestety często oznajmującym. Parę razy dałą swojej intuicji dowody braku zaufania, kaja i się wywstydza, zarumieniona, w kąciku, na kolankach, na grochu, z rękami do góry, do dziś, raz na jakiś czas. Teraz słucha jej, jak matki, babki, opiekunki, dobrej wróżki, chrzestnej, siebie samej słucha. Nie, nie umie dyskutować na tematy, które się oczywiste wydają, jej przynajmniej. Kłapać szczęką, mleć jęzorem można, ale co to da?! Plus nie jest od tego, żeby go kochać, szanować, SMS-y słodkie, przytulaśne mu pisać, obiecywać gruszki na wierzbie, szklane góry, bandę rozwrzeszczanych bachorów z wiecznie pełnymi pieluchami, zimny obiad, kawę lurę, bez cukru, bo znowu niekupiony, głowę obolałą co dzień prawie, okres w dni pozostałe, 5 kilo nadwagi po pierwszej ciąży, po 10 kilo po kolejnych, tłuste włosy, zagubioną maszynkę do golenia nóg i wyższych sfer. Nie. Plus jest od tego, żeby nie miewała syndromów. Kropka! * B. Czeszko "Pokolenie"
środa, 10 listopada 2010
Kotka pieszczoszka, szafa gra, gitara tańczy. Potwierdziła się stara prawda: szanuj eksa swego jak siebie samego. A więc nie kocha, lecz lubi, szanuje (respektuje nawet), ale i nie chce, nie dba, żartuje też. Wspomina czule, się przeciąga. Kochaj kobiety swoje najbliższe, najlepsze, bo dopóki im nie wejdziesz w paradę, kochać cię będą, uwielbiać, wspierać i ci/tobie pomagać. Wprawdzie z jej grona zniknęła jedna z Kobiet przez wielkie K, niezależnie, niespecjalnie, taka karma, ale pozostałe są. I cyganichy z nich, bo prawdę powiedzą, dzisiaj, jutro, zawsze, wszędzie. Ale tak naprawdę to wszystko jej jedno teraz, mimo że ciśnienie najniższe z możliwych, pustka na koncie, pensja nie rośnie i nie ma absolutnie perspektyw na 100-metrowy dom podstołeczny z przeszkloną kuchnią, werandą, pelargoniami na rabatce, piecem na brykiety w piwnicy i uroczym, mądrym panem domu dorabiającym w jasnej, ciepłej i przestronnej sypialni kolejne sztuki potomstwa. No, może być w łazience, nie będzie aż taką tradycjonalistką. Lubi, co się ma. Od przybytku głowa może zaboleć. A tak w ogóle to domorosły nieartysta kręci ją chyba tylko z powodu tego, że zgrywa tak pewnego siebie. Dojrzałego dorosłego. Samca hiperzajebistego. Alfa samca. Omega zresztą też. Klika: lubię to. Gdyby tylko nie miał mleka pod nosem.
czwartek, 26 sierpnia 2010
Prawdę powiadają stare porzekadła. Śni się noc kolejną. Jest zła, niedobra, podła. Po raz kolejny, znowu, fuckin' over & over again, robi to samo. Plus jako narzędzie. Jako środek do osiągnięcia celu. Wspinając się na wyżyny z obrazem Buscandito pod powiekami, zaciska dłonie na barkach, na plecach pokrytych cieniutką warstwą potu Plusa. No regrets. Z jednej i z drugiej strony. On wie, o co chodzi w tej bajce. Przynajmniej udaje, stara się. Korzysta z tego, co może mieć. Ona też. A to, że w jej głowie wojna myśli niespokojnych, że sztorm obrazów, burza wspomnień, uśmiechów, wzmaga tylko emocje. Gdyby była choć trochę bardziej bezczelna, wyzywająca, ekstrawertyczna. Albo gdyby On, Buscandito, był w innej sytuacji. Ośmieliłaby się. A tak musi czekać. Chciałaby, ale boi się. Konsekwencje tego, co się jeszcze nie wydarza, ale ma się stać i dziać, przerażają już teraz. I znowu, gdy o tym myśli, aż boi się zamknąć oczy. Ten obraz jest wszędzie, otacza ją, 3D, 4D, zapachy wciskają się w każdy por jej skóry, smaki i dotyki wyobrażają się na opuszkach palców i koniuszku języka. Delikatnie oblizuje wargi, czując, że ma na nich lekko słonawy smak Jego skóry. Zaklina rzeczywistość. Nie wierzy w przeznaczenie. Ale wierzy w
Oszalała chyba, to ciśnienie, to uczucie, to trywialne i banalne ssanie w dołku. I choć mówi sobie: nie, to nie słucha siebie samej.
środa, 18 sierpnia 2010
Znowu Plus. Guru ma rację. Egocentryzm, egoizm, narcyzm dominują jej osobowość ostatnio. A to, że Plus jest tym, kim (którym?) jest, bo był na minus, woli zapomnieć. Czerpie z tego tyle, ile powinna, na ile ma ochotę, wolę, by w centrum, czy to północ, czy to południe, brać. Zamazane obrazy, zamglony wzrok, przyspieszone oddechy, skurcz wygiętych pleców, niezrozumiałe szepty, bezgłośne i urwane okrzyki, zasłaniający oczy sklejony kosmyk włosów i spokojny domagającego się wypoczynku ciała sen. Nie jest nastrojona melankolijnie. Czarne szpilki przypomniały rano o swoim istnieniu. Jest dziś na 100%, chwilami nawet na 200. Niech pada. Będzie się przechadzać ulicami. Mimo że założyła stanik.
czwartek, 01 lipca 2010
Sprawa się rypsła. Rymsła. Żar nie buchnął, nic nie wybuchło. Nawet go nie zobaczyła. Jest zła. Żeby nie powiedzieć: wściekła. Dyszy, warczy, gryzie. Uzależniła się od tej myśli, od tych spojrzeń, od tej nieśmiałej atmosfery buzującej mimo wszystko gorączką. Odwołała dziś spotkanie z plusem. Nie wie, czy dobrze zrobiła. I się nie dowie. Chyba jednak dobrze. Niepotrzebne jej emocjonalne wynurzenia, wynaturzenia, słodkie słówka, westchnięcia, proszące uśmiechy. Nie dojrzała do nich wciąż. Nie umie być zależna, pytać, odpowiadać, opowiadać, tłumaczyć, męczyć się, dręczyć, wytrzymywać, powstrzymywać. Przeszło jej nadużywanie wielokropka i znaków zapytania. Wykrzykniki i kropki tylko wciąż na swoim miejscu. I przecinków jakby więcej. Kiedyś bywała na zmianę misiem puchatkowym, tęskniącym do małego co nieco, swojego prosiaczka, maleństwa i kłapouchego w jednym. Bywała też żarłocznym, wschodnioeuropejskim niedźwiedziem brunatnym, szarpiącym na pasy i drącym na strzępy skórę przeciwnika. Teraz dąży do bycia Sową Przemądrzałą i wie, że zasadzka to coś w rodzaju przykrej niespodzianki. Dlatego się nie zasadza. Tylko czeka. Podobno cierpliwość to cnota. Więc co ma zrobić, skoro straciła ją już przed laty?
środa, 30 czerwca 2010
Spokojnie, jak na wojnie, nawet nic nie pier***nie, tak jest spokojnie. Przechodzenie korytarzem jest jednocześnie przyjemne i stresujące. Jest oceniana. Od czubka upiętych ciasno włosów przez dość głęboki dekolt po stopy, szybko wzbijające tumany kurzu z firmowej wykładziny. Ona uśmiecha się delikatnie, pod nosem, wysuwa języczek i oblizuje nim dolną wargę, żeby za chwilę przejechać po niej zębami, jednocześnie spuszczając zarumieniony wzrok. Nie jest kokietką. Chyba. Wydaje jej się, że nie jest w tym dobra. Samo tak wychodzi. Po prostu się peszy. Czuje to mocno, że on nie może oderwać wzroku, udaje, że nie patrzy, ale świdruje. Ona też to ma. Chciałaby, a boi się. Chce, ale nie chce. Niepewność, motyle w brzuchu, wyobraźnia na pełnych obrotach, szkoda to stracić. Ale szkoda nie stracić, i tak stracić, inaczej stracić. Nie wie, czy mieliby o czym porozmawiać. Nie o to chodzi. Chyba nawet nie chce z nim rozmawiać. Chce sprawdzić, czy w rzeczywistości jest równie dobry, jak wtedy, gdy przychodzi do niej przed snem i sprawdza jej odporność na przyjemność. Jak wtedy, gdy ona, zaciskając palce na barkach plusa, jest z nim. I'm not calling you a thief, just don't steal from me. (...) Don't tell me what you've done. Nie odpuści, o nie. Nie będzie jej, dopóki tego nie zwalczy. Zabrał jej ją. Musi się odzyskać.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |