Wpisy z tagiem: randka

środa, 08 czerwca 2011

Po raz kolejny wie, dlaczego jest singlem, longplayem, samodzielnym bytem, niezależnym, i tym razem nie jest to jej widzimisię i nieumiejętność dostosowania się do ogólnie panujących zasad społecznych. To nie brak chęci do pójścia na kompromis, to nie do końca walka o swoje jestestwo, to elementarne zasady szacunku do siebie samej.

No, OK, jest zła. Na siebie, nie na niego, bo szkoda jej marnować emocje. Ale że czas marnowała. Bez sensu zupełnie. Nie ma zamiaru nic poradzić na to, że chowana jest w XX-wiecznych realiach, zahaczających nawet o wiek pary, maszyna rusza z szyn ospale, a savoir-vivre w jej mniemaniu najlepszym przyjacielem jest ludzi. Kindersztuba może wyszła z mody, ale Pulchrabella za modą ślepo nie nadąża. 

To, że w stolicy jest jakieś trzy razy więcej wolnych kobiet niż mężczyzn, nie znaczy, że ma być jakitakibylejakibylebył. Jeśli coś nazywa się obrzydliwie randką, to trzeba w to włożyć więcej wysiłku i spróbować się pokazać od cieplejszej strony. Za włosy i do jaskini, a jak nie to maczugą, to nie metoda. Na szczęście zawróciła z tej drogi w ostatniej chwili.

Nie ma to jak spojrzeć w przepaść z cynicznym uśmiechem i zadowoleniem, że się nie spieprzyło.

Przelewanie z pustego w próżne i mielenie jęzorem, choć nie ma się nic mądrego do powiedzenia. Niezacnie, jak to mawiają. 

Wszechobecne prostactwo. Chamstwo. Zadufanie. Coś, czego nie znosi najbardziej, to turbohiperzajebiste supersamce. Alfa. I omega nawet. Szkoda tylko, że większość w wersji beta.

piątek, 01 kwietnia 2011

Weryfikacja nastąpiła zasady, weryfikacja ogólniejszej i mniej ogólnej natury, a jakże, materiał do badań przebadany, badaczki zankietowane, coby nic nie umknęło, informacja żadna ani szczegół znaczący.Czy to prawo, czy zwyczaj, czy przypadek, który, jak wiadomo, po ludziach chodzi, puka od drzwi do drzwi, ale za częsty, by przypadkiem czystym mógł być. Podsumowując regułę, zasadę, jak zwał, tak zwał: mężczyźni, którzy dobrze wróżą na przyszłość, kiepsko całują.

Porozmawiać da się, wspólne tematy, ćwiczą je pewnie w domu, zamiast całowanie trenować, niestety, a tu ba, zainteresowania nawet wspólne, mniej bądź bardziej naciągane, naginane, wiadomo, autopromocja, silna, hiperzajebistość na plan pierwszy, lubię to, nie lubię to, lubię tamto, tamto nie, słowo otwierające wszystkie zakamarki kobiecych dusz na pierwszych drugich trzecich nawet randkospotkaniach: "Naprawdę? Ja też!", choć nie do końca wspólnego z życiem wiele to ma.

Ale ona już kupiona, sprzedana, teraz wystarczy tylko umiejętnie rozwinąć swe talenta, zaprosić na włoskie z czerwonym winem, bo wiadomo, że na włoskie, lekkie, niewzdymające i takie w ogóle sikalafą, delikatnie dotknąć dłoni bawiącej się na stole serwetką, przypadkiem niby dotknąć, musnąć raczej, a gdy spojrzy, zamachać brwiami w sposób znacząco nic nieznaczący, a ona spłoni się mniej bądź bardziej, nie wie, czy wino tak w żyłach buzować zaczyna, czerwone w końcu, jak krew, jak miłość, jak usta jego krwiście soczyste, wilgotne i rozchylone lekko, gdy tak patrzy spode brwi i spogląda, a w lewym kąciku ust, tam, gdzie dołeczek dogolić się nie da, uśmiech łagodny i pełen ciepła się czai.

I wychodzą potem, pod rękę sie biorą, na nierównościach stołecznych chodników się chwiejąc, uderzając ramieniem o ramię, i cały repertuar zachowań odpowiednich dla sytuacji takich następuje, następywa nawet.

I gdy ją już ściska w dołku, gdy on, żegnając się i topiąc ją w swoich oczach przeciąga wskazującym palcem po jej policzku, podąża brodą ku szyi i nachyla się, a ona żurawią, czaplą, giętką tę że szyję podaje mu w ust rozchyleniu, przez jej głowę przebiega iskierka nadziei, że będzie wyjątkowo, inaczej, że jedyne o czym myśleć będzie za chwilę, gdy iskry przebiegną z ust do ust, to o kolejnych, następnych wielorazach.

Tia, miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze.

* M. Sadowska "Pocałunki":
piątek, 08 października 2010

Dlatego może nie wydrapała jeszcze pazurami ócz stworzeń kilku nieszczęsnych, złych, podłych, niedobrych. Nie warczy, nie gryzie. Póki co. Nie było katharsis.

Zbiera siły i kumuluje emocje na co innego. Daje czas, sobie i im.

Osiołczyna z głodu jeszcze nie padła, ale wie, że nie złapie kilku srok za ogon. Nie jest na tyle pokorna, by ssać z kilku źródeł. Choć to przywodzi myśli namiętne i ponętne... Ale znowu na myśleniu się skończy.

Jeden jedyny mister Web jak Sklep traktuje ją jak materiał na kochankę, nie wypuściłby jej ani na krok, drzwi na cztery spusty by zamknął, a nie przyszłą żonę idealną, ale on akurat musi być hen za górami, hen za lasami. Pierdolony książę z bajki. Forma odwrócona, a co. Ona nie chce usiąść w szufladce: radosna singielka prawie trzydziestka oczekująca domu, psa, kota, gromady dzieciaków i rychłego zamążpójścia. I leków na ból głowy raz - dwa razy w tygodniu, coby ślubny opłotkami nie chodził, do innych kurników nie zaglądał.

A reszta na zmarnowanie, ech, ona im siebie prawie jak na tacy, na ile sytuacja i możliwości pozwolą, a oni nie, no skąd, no jakże tak. Ale żeby mieli jej co do zarzucenia, no nie mają. Ale umawiać się chcą, farmazony opowiadać do rana, za rączke złapać, do uszka zasyczeć, po nadgarstku pogładzić. A pierdoli ją to!

Hm, no właśnie to jej nie pierdoli, a bardzo by chciała, żeby ją pierdoliło. Bo ile można czekać, aż się zaciągniętą zostanie.

Czy oni ją muszą szanować?

Cóż, piątek, znowu grzeszyć iść musiała będzie dzisiaj jutro. Swój nie chce, obcemu da.

A Buscandito.. Przestał się uśmiechać przynajmniej.

sobota, 25 września 2010

Jeszcze nie bardzo wie, co to znaczy. Na razie chyba tyle, że coś jakoś drgnęło. W stylu zupełnie innym, niż spodziewała się zarówno ona, jak i reszta świata, ale wygląda na to, że nie ma na to wpływu. Nie walczy o, nie broni się przed. Ot, dryfuje.

Ma wrażenie jakby słońce nie zachodziło ani na moment, powietrze pachnie maciejką. Wiatr wwiewa jej włosy do oczu i ust, błyszczyk je skleja, nie może sobie z tym poradzić, nic nie widzi, idzie, stara się, potyka, uśmiecha.

Tonuje, luzuje, temperuje, schładza. Jeszcze nic, jeszcze nie. Nie wie, co będzie dalej, może poszukiwacz cwaniaków. Może straci piątaka, a może kolejną porcję złudzeń pracowicie karmionych przez ostatnie dekady. Może będzie musiała się nagiąć, przygiąć, kark, głowę, nos. Może w końcu okaże się, że istnieje Pan i Władca, nie na krańcu świata, odtąd - dotąd, zrobi, załatwi, powie, krzyknie, nie zapyta razy pięć, dziesięć, piętnaście. Decyzja, krótka piłka, nie ma to tamto. Lubisz to, suko.

Ma 10 lat mniej, nie wie, w co się ubrać, jakie buty, torebka, wziąc za ręke, dać się wziąć za rękę, dać się wziąć, zaprosić na górę i nie wypuścić do rana... Dylematy. Rematy. Temat oczywisty.

 


darmowe statystyki strony