Wpisy z tagiem: oczy

czwartek, 28 października 2010

Oj da, dana, dana, da. Niebiesko w głowie, zielono też, się dzisiaj Pulchrabella rozszalała.

Jeszcze dobrze nie pozamiatała skorup serca, co to je połamane, biedne, na swej drodze stratowała (podobna, wieść gminna tak niesie, ona się nie poczuwa), a tu już okazja się nowa i lepsza nadarza do bycia kobietą na 200%. No i na to wygląda, że tym razem trafi lepiej.

Spaceruje znowu wydeptanym chodnikiem, zakurzonym jak zawsze, i stosuje rozdawnictwo uśmiechów. Mniej bądź bardziej nieśmiałych. Delikatnie zwilża wargi językiem i opuszcza oczy z rzęs trzepotem. Nieświadomie bądź świadomie, jak do tej pory. Wie, jakie to proste i jakie pożyteczne.

Nie zapesza na razie. Nie podnieca się za bardzo (hm, to akurat nieprawda, bo podniecona od kilku godzin biega, kolanka przy sobie trzymać musi, żeby katastrofy w mieście tym na W nie spowodować, nawilżona niebylejak), ale nie przesadza. Jest stonowana, lekko uszczypliwa, spokojnie jak na wojnie, może nic nie pierdolnie.

Double shot. No, no. Poza tym rozkwitnięta jak przy majowej mżawce ogród maminy do słonka wychodzącego nieśmiało zza pierzastej chmurki się uśmiecha. A zmarli niech świętują, w końcu każdemu się należy raz do roku.

Perspektywy są ciekawe. Czy rozbestwi się na tyle, żeby nie zostało to tylko w zamyśle, w zarysie, czy da się przeciągnąć, przeciągnie, ściągnie, zabierze, da.

Nieważne dziś kwestie aprowizacyjne, zawodowe, naukowe, życiowe, konkretne, przyszłościowe, a gdzież!

Na razie praktykuje niezobowiązującą obietnicę spółkowania. A co dalej... :D

środa, 30 czerwca 2010

Spokojnie, jak na wojnie, nawet nic nie pier***nie, tak jest spokojnie.

Przechodzenie korytarzem jest jednocześnie przyjemne i stresujące. Jest oceniana. Od czubka upiętych ciasno włosów przez dość głęboki dekolt po stopy, szybko wzbijające tumany kurzu z firmowej wykładziny.

Ona uśmiecha się delikatnie, pod nosem, wysuwa języczek i oblizuje nim dolną wargę, żeby za chwilę przejechać po niej zębami, jednocześnie spuszczając zarumieniony wzrok. Nie jest kokietką. Chyba. Wydaje jej się, że nie jest w tym dobra. Samo tak wychodzi. Po prostu się peszy.

Czuje to mocno, że on nie może oderwać wzroku, udaje, że nie patrzy, ale świdruje. Ona też to ma.

Chciałaby, a boi się. Chce, ale nie chce. Niepewność, motyle w brzuchu, wyobraźnia na pełnych obrotach, szkoda to stracić. Ale szkoda nie stracić, i tak stracić, inaczej stracić.

Nie wie, czy mieliby o czym porozmawiać. Nie o to chodzi. Chyba nawet nie chce z nim rozmawiać.

Chce sprawdzić, czy w rzeczywistości jest równie dobry, jak wtedy, gdy przychodzi do niej przed snem i sprawdza jej odporność na przyjemność. Jak wtedy, gdy ona, zaciskając palce na barkach plusa, jest z nim.

I'm not calling you a thief, just don't steal from me. (...) Don't tell me what you've done.

Nie odpuści, o nie. Nie będzie jej, dopóki tego nie zwalczy. Zabrał jej ją. Musi się odzyskać.

 

wtorek, 29 czerwca 2010
Zatraca się. Obsesyjnie krąży myślami. Jastrząb upatrzył posiłek, ale to jastrząbek nieatakujący. Czy zwierzyna sama wpada w ręce łowczego? Bo talent łowczego do polowania nie jest największy. Żeby nie powiedzieć: talentu BRAK. Wzrok mówi więcej niż słowa. Drżący ton głosy wyraża wszystko to, co niedopowiedziane. Nieśmiałe ucieczki oczu w drugą stronę, zacieranie rąk, baczność! Chowane uśmiechy, speszone spojrzenia. Dzieje się. Powoli, pomaleńku. Ona to wie. I liczy na więcej. Poczeka, cierpliwa jest. Byle nadeszły sprzyjające okoliczności. Jedna szansa już zmarnowana. Ale wojna trwa.

darmowe statystyki strony