Wpisy z tagiem: wspomnienia
poniedziałek, 30 maja 2011
Weekend uciekł, zanim się zdążyła zorientować, że trwa. Miły był, wspomnienia z zamierzchłej, zasypanej kurzem czasu przeszłości wyciągnął prawie że na światło dzienne. Przypadek to zrządził, równie niespodziewany, co radosny. Dekadę prawie temu, "będąc młodą studentką", nieopierzoną, ba, bez puchu kurczęciego nawet wówczas jeszcze, przeżyła mistyczne wręcz chwile taneczne, z jedynym mężczyzną, ze wszystkich tych, co na chwilę choć krótką zawitali w jej życiu, który umiał ją w tańcu poprowadzić. Jeden wieczór, kilkakrotny taniec, oderwany od rzeczywistości, a On po prostu podchodził, porywał do tańca, wirował nią, osiągała wyżyny tanecznej ekstazy, a potem znikał w tłumie, by po kilku kawałkach wrócić w celu tym samym. Niby nic nieznaczące chwile, bez słów, bez imion, bez przeszłości i przyszłości, czyste tu i teraz, najwyższa radość w pulsującej pod rozedrganą i pokrytą chłodnymi, słonymi kroplami skórą krwi. Całując jej dłoń na dobranoc poprosił, by zjawiła się w tym samym miejscu za tydzień. Spłoniona dziewczęcym rumieńcem i buzującymi endorfinami skinęła głową z uśmiechem w oczach, by nie pojawić się tam przez lat wiele. Nie, nie spotkała go, nawet nie pamiętałaby, jak wyglądał, zresztą tandetne byłoby to i harlekinowe. Ale rozpalił w niej ten przedwczorajszy wieczór dziecięcą prawie radość i beztroskę. Mężczyźni nie poprowadzili jej w tańcu, walczyła z nimi na parkiecie, ale nie w paso doble, nie wzięła więc byka za rogi. Klub nie jest to dla niej, potwierdziła to nieobecność wieloletnia, dalej musi szukać swojego miejsca na imprezowej mapie stolicy. Zaskakująca była też dla niej informacja, jak uparcie bezczelny może być ktoś, kto nie nadaje się do tego, by poświęcała mu swój czas. Może to miało być porywające, może na swój sposób emocjonujące, ale skoro dawno temu urwała kontakt, nie próbując nawet go pogłębiać, to chyba nie powinna dostawać SMS-a o treści: "Skoro nie chcesz pogadać, to spotkaj się, żeby się pokochać. Każdy ma prawo do odrobiny miłości, nawet jeśli nie będzie ona trwać długo". WTF?!
czwartek, 24 marca 2011
Samopas. Puszczone, jak bańka, uleci, gdzie poleci. Może nie tak delikatna, może jak łódeczka z kory na rzekę, po jednej stronie mostu, przebiegasz na drugą i widzisz, jak płynie. Daje sobie radę. Tu się odwróci, to na chwilę zawróci, pobuja się, pokołysze, ale popłynie. Jak wychowywać, co robić, żeby dobry człowiek z tego był? Życie wychowa, świat wychowa, ubierz, nakarm, położ spać, obudź, do szkoły puść, do kolegów też, koleżanek daj pić, daj klapsa jak zasłuży, zasłuży na pewno, co to za dziecko, jeśli nie. A jeśliby rzeczywiście nie, to profilaktycznie daj, niech wie, niech czuwa. Co będzie, to będzie. Piersią niekarmione, bo moda nie taka, od lat najmłodszych na butelce, która tylko z biegiem czasu przechodziła pewne wyobrażenia i podlegała pewnym modom, rówieśniczym również, z kolorowymi sznurówkami na szyjach, a na nich miedziane i srebrne yeti i yale, magiczne klucze do magicznych skarbców, ukrytych w mrocznych, wilgotnych, groźnych, stęchłych piwnicach wielkopłytowych osiedli, z włosami jak od garnka na głowach, dwa razy do roku z reklamówką, z czego raz od dziada, sąsiada, z watą na twarzy i w za dużych spodniach, śmierdzącego tytoniem i kiepskim piwem, miętoszącego na kolanie zawstydzone i podniecone oczekiwaniem dziewczynki, czkające przy wierszykach i zacinające się przy piosenkach, a w niej, w reklamówce, pomarańcze, prawdziwe pomarańcze, czekoladopodobne różne takie, dające tyle radości, czystej, niewinnej, bezbrzeżnej, gwizdanie na trawie, wysysanie dużych źdźbeł, słodkich, z lekką goryczką. Okazujące radość z posiadania VHS i błyszczących dresów z kilkoma paskami, najczęściej w wersji "4. pasek gratis". Czekające niecierpliwie, bo to przymiot tego czasu, na kuligi, sankowe zjazdy, w ortalionowych kurteczkach, wszystkie, jak spod igły, identyczne, prawie że, w tym wypadku prawie nie robi różnicy, tarzanie się po ziemi, widzące potwory za każdym rogiem i wsuwające do ciemnego pokoju dłonie, by zapalić światło, umknąć i wkroczyć następnie z całą postacią, gdy niebezpieczeństwa już nie ma, światło pognało. Mające jeszcze jaki taki szacunek dla dorosłych, nauczycieli, sklepikarzy, dużych, autorytetów i nie, z racji wieku i doświadczeń im przynależny. Porównaj i znajdź pięć różnic. I pamiętaj, że lepsze jest wrogiem dobrego.
piątek, 26 listopada 2010
Pulchrabella dziś więc osiąga wyżyny nie tylko swojej, lecz światowej inteligencji. Głębokość pewnych stwierdzeń rozkłada na łopatki, powala, przewraca, wali po zębach i nosie, rozkrwawia głowy i myśli. Nie żeby to, ale trzeba było jakoś zacząć. Zima nastraja ją zdecydowanie negatywnie. A jeszcze kilka dni temu opowiadała wokół, wszem i wobec, że jest permanentnie niehumorzasta. A tu ze zdwojoną mocą, ba, dwudziestokrotnością mocy poprzedniej, pojawia się to, co zamiecione pod dywan zostało lata temu, zakopane 56 metrów pod ziemią, w mrokach niepamięci, wśród innych niewydarzeń. Nic ważnego, nic niezwykłego. Zwykły brak poukładania pewnych rzeczy w pewnym momencie. Niezamknięcie drzwi wtedy, gdy niezbędne to było, powoduje, że - wypaczone - już się nie domkną i skrzypieć będą. Skrzypią, skrzypią, jęczą, godzinę duchów wywołują, kryminalną perełką się stają, budzą w głowie "wojny myśli niespokojnych". Oho ho, jaka się lotna dziś Pulchrabella zrobiła. I nastrojowa. Musi się chyba napić. Na szczęście Rogu wie, kiedy się zjawić, o nic nie pytać, być kolegą, polać whisky, albo i wódki, dlaczego nie, i rozwiać mnie bądź bardziej PMS-owe wymysły i pomysły. A tak w ogóle to chciałaby wyjść czasem z nieszczęsnego pancerza pierdolonej od tyłu przez kotarę mieszczanki, nie zawijać bułki w bibułkę, tylko powiedzieć/pojechać wprost. Może upuściłaby sobie i krwi, i ciśnienia. Ale nie umie i nie potrafi. Asertywność poziom 0. Zawsze to lepiej niż -5, co jeszcze do niedawna królowało. Na razie robi to w myślach, wytrawnie, na zimno, bezlitośnie. Napawa się swoim suczym chłodem i lodowatym okrucieństwem. Smaga słowami jak biczem, ech...
środa, 04 sierpnia 2010
Czasem lepiej nie wracać do przeszłości, nie przywoływać duchów i nie wyciągać trupów z szafy. Co z tego, że minęło tyle lat, tyle wody, wódki, czasu upłynęło? Musiał być jakiś konkretny powód, dlaczego obywały się bez spotkań. Nieważne, co razem zaczęły i kiedy. Nieważne, że rytuał przejścia, że takie tam. Nie umie udawać, nie nauczyła się przez tyle lat. Starała się, jak mogła. Bo nie jest ani zła, ani złośliwa. Nieważne, na szczęście już jest po. I nie będzie musiała tego powtarzać. A z nim dała sobie spokój. Przynajmniej na razie. Rozbestwił się i zaczęło mu się za dużo wydawać. A to, czego ona nie znosi NAJBARDZIEJ, to cwaniactwo. Tandetne, bezpowodowe, a pewne siebie. Cóż, zobaczy się, co dalej. Nie skreśla, odsuwa na plan dalszy, schładza. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |