Wpisy z tagiem: niedomówienia

czwartek, 23 lutego 2012

Łzawią okna, szyby autobusów, ściany kamienic i bloków, rzewnie, bezlitośnie, stoją całe we łzach. Ciepło-zimno, nie cieszy ich ta zabawa, ani są bliżej, ani dalej odkrycia zagadki sensu istnienia. Szumi wokół, szeleści, plumka najzwyczajniej w świecie plum, plum, prawie jak wiosenny ciepły deszcz.

A ona tup, tup, tup, głowa w chmurach, słuchawki w uszach, idzie i myśli, żeby nie myśleć, oderwać się, odkłębić. Jakiś wielokropek wdarł się w jej codzienność, znienacka i niespodziewanie. A ona zdecydowanie woli kropki. Lub przecinki. Niepokój w niej budzą te małe trzy kropeczki, jak trzy ziejące czarne dziury niedopowiedzeń, budzących się niebezpieczeństw i lęków, w których ginie wszystko, cały porządek, poukładany do tej pory pulchrabellowy świat.

Nie jest złą, zepsuta z natury, zdeprawowana, nie jest naczelną hipokrytką tego smutnego miasta. Ale nic nie poradzi na to, że zło kusi i zachwyca, że grzech przyciąga jak światło ćmę, jak padlina hienę, jak kwiat pszczołę, jak miska psa i kiełbasa. Z zasady i dla zasady.

Łapie się na tym, że przerobiła z nim już prawie wszystko z Obowiązkowego Zestawu Pierwszego Zauroczenia. Zacięli się w windzie, ledwo powstrzymali tajfun hormonów, ale udało się, przespacerowali park wzdłuż i wszerz, oswajając ławkę pod klonem, drugą na lewo przy ścieżce nad staw. Wiślane bulwary i plaże nie mają przed nimi tajemnic, pani z kwiatkami przy Trakcie Królewskim z daleka na ich widok mruga i pyta: To co zawsze? i wyszczerza zęby w uśmiechu porozumienia i wspólnej tajemnicy. Przewrócili się w zaspę, zalewając się latte z syropem piernikowym, której nijak się  teraz nie da sprać z rękawiczek. Uciekając pod natrętnym okiem sąsiadów całowali się za garażami, jak nastolatki, pobiegli tam trzymając się za ręce. 

I gdy tak wysyłają sobie tęskne spojrzenia w kuchni, te z cyklu przy ekspresie, to gdzieś gubi jej się ta wspólnota doświadczeń, przypomina sobie, że on jeszcze nic o Obowiązkowym Zestawie nie wie. I najlepiej - dla wszystkich - będzie, jak się nie dowie. Będzie udawać, że nie ruszają jej te dotknięcia, muśnięcia, rzucenia okiem, uśmiechy, gardłowe szepty, tiru-riru-szmiru. Wygląda na to, że nie da się nie złamać motylkowi skrzydełka, obracając nawet najbardziej delikatnie w palcach. Leć, motylku. Fuck yeah.


darmowe statystyki strony