Wpisy z tagiem: Radość

piątek, 22 lipca 2011

Zawija za ucho niesforny kosmyk, który nijak nie chce się tam utrzymać, tylko smagany wiatrem tańczy to w oku, wywołując z czeluści łzę, fosę obronną, to do wargi spierzchniętej od tegoż wiatru i uśmiechu się przyczepi, zasłoni wzrok, przestrzeń, widok. Biegnie i śmieje się, gdy po raz kolejny o mało się nie przewraca, potykając o połamane jak gałązki, patyczki, serca, płyty chodnikowe stołeczne.

Brodzi, płynie, dryfuje, smagana wichrem, deszczem, upalona słońcem. Jest jednogroszówką, gubioną, znajdowaną, topioną na szczęście. 

Nic do powiedzenia, do napisania, pławi się w niebycie, dzisiejszym chwilowym doczasie, jest dobrze. Włącza zapomniany dźwięk w telefonie, prasuje zagięcia w relacjach, odgina rogi rzuconej na bok książki, z miłym psyknięciem odkapslowuje chmielowy nektar i otwiera szeroko okno, wpuszczając lipcowe popołudnie. 

Wypełniona dymem po najmniejszą komórkę ciała nie zastanawia się, po co, jak i dlaczego. Ma siebie dla siebie. I nawet czarny pegaz ze złamanym skrzydłem, dotąd rozpaczliwy i smutny, stał się jakby dostojniejszy.

 

Liść z wakacji, Julia Fiedorczuk, wiersze w metrze

poniedziałek, 30 maja 2011

Weekend uciekł, zanim się zdążyła zorientować, że trwa. Miły był, wspomnienia z zamierzchłej, zasypanej kurzem czasu przeszłości wyciągnął prawie że na światło dzienne. Przypadek to zrządził, równie niespodziewany, co radosny.

Dekadę prawie temu, "będąc młodą studentką", nieopierzoną, ba, bez puchu kurczęciego nawet wówczas jeszcze, przeżyła mistyczne wręcz chwile taneczne, z jedynym mężczyzną, ze wszystkich tych, co na chwilę choć krótką zawitali w jej życiu, który umiał ją w tańcu poprowadzić. Jeden wieczór, kilkakrotny taniec, oderwany od rzeczywistości, a On po prostu podchodził, porywał do tańca, wirował nią, osiągała wyżyny tanecznej ekstazy, a potem znikał w tłumie, by po kilku kawałkach wrócić w celu tym samym. Niby nic nieznaczące chwile, bez słów, bez imion, bez przeszłości i przyszłości, czyste tu i teraz, najwyższa radość w pulsującej pod rozedrganą i pokrytą chłodnymi, słonymi kroplami skórą krwi. 

Całując jej dłoń na dobranoc poprosił, by zjawiła się w tym samym miejscu za tydzień. Spłoniona dziewczęcym rumieńcem i buzującymi endorfinami skinęła głową z uśmiechem w oczach, by nie pojawić się tam przez lat wiele. Nie, nie spotkała go, nawet nie pamiętałaby, jak wyglądał, zresztą tandetne byłoby to i harlekinowe. Ale rozpalił w niej ten przedwczorajszy wieczór dziecięcą prawie radość i beztroskę.

Mężczyźni nie poprowadzili jej w tańcu, walczyła z nimi na parkiecie, ale nie w paso doble, nie wzięła więc byka za rogi. Klub nie jest to dla niej, potwierdziła to nieobecność wieloletnia, dalej musi szukać swojego miejsca na imprezowej mapie stolicy.

Zaskakująca była też dla niej informacja, jak uparcie bezczelny może być ktoś, kto nie nadaje się do tego, by poświęcała mu swój czas. Może to miało być porywające, może na swój sposób emocjonujące, ale skoro dawno temu urwała kontakt, nie próbując nawet go pogłębiać, to chyba nie powinna dostawać SMS-a o treści: "Skoro nie chcesz pogadać, to spotkaj się, żeby się pokochać. Każdy ma prawo do odrobiny miłości, nawet jeśli nie będzie ona trwać długo". WTF?!

wtorek, 24 maja 2011

Wyspacerowana, wywarszawiona, wyznajomiona i ciągle rozemocjonowana. Po raz kolejny to, co może zrobić dziś, odkłada na pojutrze, wyciskając do ostatniej kropli cytrynę dnia codziennego. Nie ma czasu na sen, nie ma czasu na seks, czy tak bardzo chciałaby go mieć? Już nie ma awarii, trybiki nakręcone, nasmarowane, mechanizm jak mały samochodzik ciągnie pod górę. Ster, żeglarz, okręt. A wydaje się Pulchrabelli, że ona teraz na wozie. 

Wie, że są ludzie, którzy wiedzą, że wiedzą więcej, wszystko przeżyli, mają na wszystko przykład, anegdotę, wzór, model, świadomość konsekwencji. Ich codzienna droga do pracy to safari, a w tejże pracy problemiki to międzynarodowe spiski, które tylko rzeczony superturbobohater rozwiązać może przy pomocy swojego świadomego i bystrego, analitycznego umysłu a la Holmes Sherlock czy inna miss Marple. 

A jej w to graj, przytakuje, uśmiecha się i klika "Lubię to!". Nie wie, czy to wyrozumiałość, czy po prostu sympatia, czy też oralne umiejętności współrozmówczyni, której życie tak barwne, niezwykłe i pełne wrażeń się wydaje. Po takiej historii uświadamia sobie, że u niej nic, spokój, cisza, wieś głucha, moczenie nóg i smarowanie chleba masłem.

I ciche, pod dywan zamiecione, pod miotłę zapędzone nawet, ale krwiste i mięsne, soczyste i ostre, małe radości i spotkania, rzeczy ważne i ważniejsze. Dobrze jej chyba idzie nauka nierozmieniania się na drobne. I odchimerowywania rzeczywistości. 

czwartek, 30 grudnia 2010

Pulchrabella szczęśliwą sobie jest. Zimno wyostrza jej zmysły, wytrzeszcza oczy, zamraża wąsik.

Uśmiech się. Robi to. Szaroburo i ponuro, stara ruro. Subtelna, niewierna, rzetelna. Rzepkę skrobie, mądrej osobie, sobie, o sobie, śpiewa, tańczy, recytuje.

Dla niej słońce świeci, ptaszek śpiewa, kwitną wkoło wszystkie drzewa.

Jest kołem gospodyń wiejskich, miejskich, kwadratem, trójkątem, prosta, krzywą, odcinkiem, sterem, żeglarzem, okrętem, starym kpiarzem, marynarzem.

Coś się kończy, coś się zaczyna. Pulchra kobieta, bella dziewczyna.

Różowo w oczach, niebiesko w mózgu.

Nie ma czasu, doba za krótka, dni w tygodniu za mało, rok ku końcu końcowi się ma. I dobrze.

I nie, nie jest szczęśliwie zakochana.

Nie, nie miała też seksu życia.

 


darmowe statystyki strony