Wpisy z tagiem: mężczyzna
poniedziałek, 13 lutego 2012
Ktoś coś napisał. Intrygującego i wartego zastanowienia. Coś, co zostało zapomniane, zakopane w przepastnych czeluściach staroświeckiego kufra na wspomnienia, upchniętego na dnie najgłębszej szafy na strychu niepamięci. A przecież sama nie od dziś wie, że by pozbyć się pokusy, trzeba jej ulec. Robi rachunek zysków i strat. Plusy dodatnie mają moc. Plusy ujemne zostały zdominowane. Dodaje dwa do dwóch i uparcie wychodzi jej sześć. Rozmowy z gatunku przy ekspresie pobrzmiewają w jej głowie jak dialogi z komedii określanej zwykle przymiotnikiem nijak się mającym do treści. Ale nikt nie chce udawać, że ma być romantycznie. Gdy opuszcza i podnosi z wolna powieki, a jej dekolt faluje to w ciężkim oddechu, to przyspieszonym, płytkim, a poruszającym jej płuca niczym huragan, to nie ma być to krajobraz do wyznania. Gdy zaciska się nagle jej szczęka w nerwowym tiku zastanowienia, to nie wie czy to naprawdę są skrupuły, czy magnezu nie trzeba doładować wyjałowionemu organizmowi czekoladą jakąś. Konsekwencje, konsekwencje, phi, phi. Kiczowate scenki wybijają jej z głowy myślenie o przyszłości. Przedłużone spojrzenia, uśmiechające się oczy, jego dłoń zgarniająca śnieg z jej głowy. Pytania są nieme. Odpowiedzi nie oczekuje nikt.
środa, 08 czerwca 2011
Po raz kolejny wie, dlaczego jest singlem, longplayem, samodzielnym bytem, niezależnym, i tym razem nie jest to jej widzimisię i nieumiejętność dostosowania się do ogólnie panujących zasad społecznych. To nie brak chęci do pójścia na kompromis, to nie do końca walka o swoje jestestwo, to elementarne zasady szacunku do siebie samej. No, OK, jest zła. Na siebie, nie na niego, bo szkoda jej marnować emocje. Ale że czas marnowała. Bez sensu zupełnie. Nie ma zamiaru nic poradzić na to, że chowana jest w XX-wiecznych realiach, zahaczających nawet o wiek pary, maszyna rusza z szyn ospale, a savoir-vivre w jej mniemaniu najlepszym przyjacielem jest ludzi. Kindersztuba może wyszła z mody, ale Pulchrabella za modą ślepo nie nadąża. To, że w stolicy jest jakieś trzy razy więcej wolnych kobiet niż mężczyzn, nie znaczy, że ma być jakitakibylejakibylebył. Jeśli coś nazywa się obrzydliwie randką, to trzeba w to włożyć więcej wysiłku i spróbować się pokazać od cieplejszej strony. Za włosy i do jaskini, a jak nie to maczugą, to nie metoda. Na szczęście zawróciła z tej drogi w ostatniej chwili. Nie ma to jak spojrzeć w przepaść z cynicznym uśmiechem i zadowoleniem, że się nie spieprzyło. Przelewanie z pustego w próżne i mielenie jęzorem, choć nie ma się nic mądrego do powiedzenia. Niezacnie, jak to mawiają. Wszechobecne prostactwo. Chamstwo. Zadufanie. Coś, czego nie znosi najbardziej, to turbohiperzajebiste supersamce. Alfa. I omega nawet. Szkoda tylko, że większość w wersji beta.
środa, 11 maja 2011
Po odarciu ze złudzeń jednak ciągle można dryfować pod żaglem beztroski, czekając na przychylne wiatry, nie wiosłując na siłę z nadzieją, że galera ruszy z kopyta. Tego potrzebowała: braku konwenansów, udawania i udawactwa, odhaczania kolejnych punktów, podpunktów z agendy spotkania, owijania bułki w bibułkę. Powrotu do przeszłości ze świata, w którym wszystko unosi się 30 centymetrów ponad chodnikami. Jedni oderwani od twardej ziemi, tacy, co obserwują świat z twarzą w chmurach, utrzymywane na sznurkach marionetki, tacy z cepelinowym ego, ulotni wszyscy, zdmuchnęła ten widok, a znaczek baterii w mgnieniu oka pokazał wszystkie kreski. Kawa na ławie. Nie ma zapewnień, nie ma planów, wykrętów, matactw, łajdactw, zachachmęceń, okrągłych słów, miękkich obietnic, płynnych złudzeń, tej fizyczno-emocjonalnej cieczy, która - nie może być inaczej - zawsze przyjmie kształt naczynia. Ciepły, dobry człowiek. Nie on dla niej, nie ona dla niego. Po prostu ciepło, nie ciał, nawet nie dusz. Nic na siłę, spontaniczna radość, jak mentos w coli, jak dziecko w piaskownicy, jak szczeniaczek bawiący się ze starym wilczurem. Zatrzymany kadr, bez oprawiania go w ramki. Kokon ramion, muśnięcie palców, Jan N., everyman, stary nowy, choć może "stary" jest tu nie na miejscu.
niedziela, 01 maja 2011
Rzadko używana przez nią samą, ale powszechnie obecna. Nadobecna nawet, bywa i tak. Majówka, krowy, kaczki, trawa zielona, droga na Ostrołękę, a jej się na myślenie zbiera. Cóż, długi weekend zapełnić jakoś trzeba. Czasem nie chce lubić obserwować, ale to nałóg, przemoc jakaś, zmusza ją siła wewnętrzna czy inne bydlę, musi, a że musieć to czynić, więc czyni. Za małostkowość kobiet i bufonadę mężczyzn piła do rana prawie, z powodzeniem, nadmiarem toastu. Wszechobecnie, nadmiarowo, okupowana się czuje, zdominowana, podległa, stłamszona hipokrytycznie, nadkrytycznie, przez podłą, małą, suczą nienawiść, niechęć. Złośliwości, kpiące niedowierzania, małe, ludzkie podłostki, wredne, a jakże codzienne. Weekendowy świat jedno ma oblicze, a imion wiele, a może i żadnego, nieprzypomniane, niewypowiedziane nawet uleciało z dymem mentolowego slima wyrzuconego z okna taksówki uwożącej w niewiadomym kierunku dwie niewiadome. Wynik tylko w tym równaniu jest oczywisty. Klubowo-alkoholowy światek, ludzie i ludziki, gusta i guściki. Niepotrzebnie znowu otworzyła szafę, klekot kościotrupka nie daje jej teraz spokoju. Weryfikacja negatywna, bohaterowie młodości z orłów przesistoczyli się w ochotę na pawia. Mała, złośliwa dziewczynka, którą bardzo rzadko wypuszcza na zewnątrz, robi im "ciuś, ciuś", wstydzi się za nich, ich wielkie brzuchy, małe duszyczki i rozrośnięte do kolosalnej wysokości z powodów bliżej nieznanych i niewiadomych ego, prawie tak rozciągnięte jak szwy ich koszul, ledwo, ledwo spiętych na trzeszczące ze strachu przed dalekim lotem z procy guziki. Za ich manieryczne, wystudiowane gesty, mądre miny, wiekopomne stwierdzenia, maczyzm, samczość spoconą, hiperzajebistość. Jednak dziękuje sobie, losowi, fatum, Mojrom i komu tam jeszcze może, że słucha zasuszonych trupków, że nie potykała się jakiś czas temu o zwinięte przy ich łóżkach, stłamszone, wilgotne jeszcze prześcieradła, składając puzzle garderoby i myśli, gdy adonisowe jeszcze wówczas ciała stygły na studenckiej wersalce, wyleżałym przez pokolenia tapczanie, na upuszczenie ciśnienia i sen zasłużony po wysiłku przyjemnym robiąc przerwę od planów podbicia świata, ciał i serc wszystkich kobiet tego świata. Obserwacja obserwacją, reszta jest milczeniem. Brak porozumienia na jakiejkolwiek płaszczyźnie odbiera ochotę na strzępienie języka. Po próżnicy.
środa, 13 kwietnia 2011
Nie ma telewizora, choć internet, kawa i papierosy są jej chlebem, solą, netarem i ambrozją, aspiryną na kaca i winem na wieczory zacinające się deszczem i jąkające wiatrem złym, przykrym. Dla niej M to tylko jak masturbacja. W autobusach czyta i obserwuje, na ulicy słucha. A jeśli mężczyzna jest typem jak Bukowski, to powinna kochać go miłością bezgraniczną i czule klękać przed nim, by odpowiedni poziom osiągnąć. Na wszystko inne oczywiście kręcąc nosem. Bylejakość wszechobecna. Ech. Minorowy nastrój trwa. Liczy czas, nanizuje minuty na niteczkę wskazówki, a to wino, jak krew czerwone, jak usta dziewicze, dziewczęce, uderza do głowy, szumi w uszach, nie szepcze, lecz krzyczy. Nie ma to nic wspólnego z chceniem ani z niechceniem. Chcieć to nawet by chciała, tyko warunki zewnętrzne niesprzjające. Wewnętrzne też coś szwankują. Kotek się nie da zagłaskać na śmierć. Pu-pu, stuk-stuk, drobna rączka wątpliwości do zakutego łebka puka, stuka, dobijać się próbuje. "Przeciąg się robi". Wieje chłodem, wywraca wszystko, burzy poukładany minświatek na półkach. Za dużo drzwi pootwieranych.
wtorek, 23 listopada 2010
XXI wiek wypacza sensy i znaczenia. Zły, dosłowny, nadsłowny do trzewi, rozkładający wszystko na części i łopatki. A Pulchrabella się boi, się boi się. Czasoprzestrzeń przez nią zorganizowana nie ma struktury wprawdzie pajęczyny, labiryntu też nie. Nie ma tu układów, układzików, porządków i sensów wyższych, znaczących. Nic nie jest odtąd - dotąd, zaplanowane, zapisane, rozpisane na dni, godziny, minuty, sekundy, tercje, septymy i inne interwały. Nie ma terminarza chwil i wydarzeń. A w jej głowie brak agendy. Nie wie, co zrobi pojutrze, nie pamięta, co robiła przed tygodniem, wie tylko, że robiła, robi i robić to będzie uczciwie i w zgodzie ze sumieniem własnem. A tu się dzieje. Nagle znienacka. Nie dzieje się jak u Stallone'a w filmie, nie jak w serialu o policjantach. Na innym poziomie znaczeń się dzieje. Literatura wyższa. No ba, prawie Grochola Katarzyna się dzieje. Nigdy w życiu. A kysz, zgiń, przepadnij, siło nieczysta, apage. Skreśla z karty swojego dnia, życia i losu, zmazuje z tablicy to zdanie, jeszcze zanim zostało napisane. Zanim się na dobre nakręci, rozkręci, zakręci, póki co nienazwany i nienazwane. Bezimienne.
czwartek, 28 października 2010
Oj da, dana, dana, da. Niebiesko w głowie, zielono też, się dzisiaj Pulchrabella rozszalała. Jeszcze dobrze nie pozamiatała skorup serca, co to je połamane, biedne, na swej drodze stratowała (podobna, wieść gminna tak niesie, ona się nie poczuwa), a tu już okazja się nowa i lepsza nadarza do bycia kobietą na 200%. No i na to wygląda, że tym razem trafi lepiej. Spaceruje znowu wydeptanym chodnikiem, zakurzonym jak zawsze, i stosuje rozdawnictwo uśmiechów. Mniej bądź bardziej nieśmiałych. Delikatnie zwilża wargi językiem i opuszcza oczy z rzęs trzepotem. Nieświadomie bądź świadomie, jak do tej pory. Wie, jakie to proste i jakie pożyteczne. Nie zapesza na razie. Nie podnieca się za bardzo (hm, to akurat nieprawda, bo podniecona od kilku godzin biega, kolanka przy sobie trzymać musi, żeby katastrofy w mieście tym na W nie spowodować, nawilżona niebylejak), ale nie przesadza. Jest stonowana, lekko uszczypliwa, spokojnie jak na wojnie, może nic nie pierdolnie. Double shot. No, no. Poza tym rozkwitnięta jak przy majowej mżawce ogród maminy do słonka wychodzącego nieśmiało zza pierzastej chmurki się uśmiecha. A zmarli niech świętują, w końcu każdemu się należy raz do roku. Perspektywy są ciekawe. Czy rozbestwi się na tyle, żeby nie zostało to tylko w zamyśle, w zarysie, czy da się przeciągnąć, przeciągnie, ściągnie, zabierze, da. Nieważne dziś kwestie aprowizacyjne, zawodowe, naukowe, życiowe, konkretne, przyszłościowe, a gdzież! Na razie praktykuje niezobowiązującą obietnicę spółkowania. A co dalej... :D
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
darmowe statystyki strony |