Wpisy z tagiem: rozczarowanie

środa, 08 czerwca 2011

Po raz kolejny wie, dlaczego jest singlem, longplayem, samodzielnym bytem, niezależnym, i tym razem nie jest to jej widzimisię i nieumiejętność dostosowania się do ogólnie panujących zasad społecznych. To nie brak chęci do pójścia na kompromis, to nie do końca walka o swoje jestestwo, to elementarne zasady szacunku do siebie samej.

No, OK, jest zła. Na siebie, nie na niego, bo szkoda jej marnować emocje. Ale że czas marnowała. Bez sensu zupełnie. Nie ma zamiaru nic poradzić na to, że chowana jest w XX-wiecznych realiach, zahaczających nawet o wiek pary, maszyna rusza z szyn ospale, a savoir-vivre w jej mniemaniu najlepszym przyjacielem jest ludzi. Kindersztuba może wyszła z mody, ale Pulchrabella za modą ślepo nie nadąża. 

To, że w stolicy jest jakieś trzy razy więcej wolnych kobiet niż mężczyzn, nie znaczy, że ma być jakitakibylejakibylebył. Jeśli coś nazywa się obrzydliwie randką, to trzeba w to włożyć więcej wysiłku i spróbować się pokazać od cieplejszej strony. Za włosy i do jaskini, a jak nie to maczugą, to nie metoda. Na szczęście zawróciła z tej drogi w ostatniej chwili.

Nie ma to jak spojrzeć w przepaść z cynicznym uśmiechem i zadowoleniem, że się nie spieprzyło.

Przelewanie z pustego w próżne i mielenie jęzorem, choć nie ma się nic mądrego do powiedzenia. Niezacnie, jak to mawiają. 

Wszechobecne prostactwo. Chamstwo. Zadufanie. Coś, czego nie znosi najbardziej, to turbohiperzajebiste supersamce. Alfa. I omega nawet. Szkoda tylko, że większość w wersji beta.

środa, 13 kwietnia 2011

Nie ma telewizora, choć internet, kawa i papierosy są jej chlebem, solą, netarem i ambrozją, aspiryną na kaca i winem na wieczory zacinające się deszczem i jąkające wiatrem złym, przykrym. Dla niej M to tylko jak masturbacja. W autobusach czyta i obserwuje, na ulicy słucha. A jeśli mężczyzna jest typem jak Bukowski, to powinna kochać go miłością bezgraniczną i czule klękać przed nim, by odpowiedni poziom osiągnąć. Na wszystko inne oczywiście kręcąc nosem. Bylejakość wszechobecna. Ech.

Minorowy nastrój trwa. Liczy czas, nanizuje minuty na niteczkę wskazówki, a to wino, jak krew czerwone, jak usta dziewicze, dziewczęce, uderza do głowy, szumi w uszach, nie szepcze, lecz krzyczy.

Nie ma to nic wspólnego z chceniem ani z niechceniem. Chcieć to nawet by chciała, tyko warunki zewnętrzne niesprzjające. Wewnętrzne też coś szwankują. Kotek się nie da zagłaskać na śmierć.

Pu-pu, stuk-stuk, drobna rączka wątpliwości do zakutego łebka puka, stuka, dobijać się próbuje. "Przeciąg się robi". Wieje chłodem, wywraca wszystko, burzy poukładany minświatek na półkach. Za dużo drzwi pootwieranych.

środa, 06 kwietnia 2011

Wymyśliła, wydumała, wydawało się jej, że co? Że to wszystkie stwory na tym świecie takie dobre, miłe, spolegliwe, jak i jej się o sobie, skromnej skądinąd osobie, wydaje, że jest? Miałaby sprzeniewierzyć się temu, co sobie układa, zapałka po zapałce, od pół dekady mniej więcej? Labiryntowi mniemań, sądów, osądów, wynurzeń, nie wynaturzeń. Przepracowanym po wielokroć emocjom,

Jakąś liryczną Pulchrabellą się dziś stała. Deszcz miarowy na parapecie, gołębie nie skrobią grzechotką pazurków za oknem. Dźwięczy dziś cała, jak dzban, uderzony, jak dzwon, i pustka w środku. W myśli, w mowie, w głowie, w sercu nie, tam tłoki ciągle pracują, na cztery zmiany, ta fabryka nigdy się nie zatrzymuje, zmęczenie niekiedy daje o sobie znać. Ale trzyma się, jak każda dobra polska prowizorka. Od lat juz jakichś 15. Plus minus.

Awaria, wnimanije, ech.

Jamie jej to odbije, już w sobotę. Jego może sobie kochać ile wlezie i idealizować go sobie ile siły w duszy i sercu. O!

piątek, 01 kwietnia 2011

Weryfikacja nastąpiła zasady, weryfikacja ogólniejszej i mniej ogólnej natury, a jakże, materiał do badań przebadany, badaczki zankietowane, coby nic nie umknęło, informacja żadna ani szczegół znaczący.Czy to prawo, czy zwyczaj, czy przypadek, który, jak wiadomo, po ludziach chodzi, puka od drzwi do drzwi, ale za częsty, by przypadkiem czystym mógł być. Podsumowując regułę, zasadę, jak zwał, tak zwał: mężczyźni, którzy dobrze wróżą na przyszłość, kiepsko całują.

Porozmawiać da się, wspólne tematy, ćwiczą je pewnie w domu, zamiast całowanie trenować, niestety, a tu ba, zainteresowania nawet wspólne, mniej bądź bardziej naciągane, naginane, wiadomo, autopromocja, silna, hiperzajebistość na plan pierwszy, lubię to, nie lubię to, lubię tamto, tamto nie, słowo otwierające wszystkie zakamarki kobiecych dusz na pierwszych drugich trzecich nawet randkospotkaniach: "Naprawdę? Ja też!", choć nie do końca wspólnego z życiem wiele to ma.

Ale ona już kupiona, sprzedana, teraz wystarczy tylko umiejętnie rozwinąć swe talenta, zaprosić na włoskie z czerwonym winem, bo wiadomo, że na włoskie, lekkie, niewzdymające i takie w ogóle sikalafą, delikatnie dotknąć dłoni bawiącej się na stole serwetką, przypadkiem niby dotknąć, musnąć raczej, a gdy spojrzy, zamachać brwiami w sposób znacząco nic nieznaczący, a ona spłoni się mniej bądź bardziej, nie wie, czy wino tak w żyłach buzować zaczyna, czerwone w końcu, jak krew, jak miłość, jak usta jego krwiście soczyste, wilgotne i rozchylone lekko, gdy tak patrzy spode brwi i spogląda, a w lewym kąciku ust, tam, gdzie dołeczek dogolić się nie da, uśmiech łagodny i pełen ciepła się czai.

I wychodzą potem, pod rękę sie biorą, na nierównościach stołecznych chodników się chwiejąc, uderzając ramieniem o ramię, i cały repertuar zachowań odpowiednich dla sytuacji takich następuje, następywa nawet.

I gdy ją już ściska w dołku, gdy on, żegnając się i topiąc ją w swoich oczach przeciąga wskazującym palcem po jej policzku, podąża brodą ku szyi i nachyla się, a ona żurawią, czaplą, giętką tę że szyję podaje mu w ust rozchyleniu, przez jej głowę przebiega iskierka nadziei, że będzie wyjątkowo, inaczej, że jedyne o czym myśleć będzie za chwilę, gdy iskry przebiegną z ust do ust, to o kolejnych, następnych wielorazach.

Tia, miało być jak nigdy, a wyszło jak zawsze.

* M. Sadowska "Pocałunki":
środa, 04 sierpnia 2010

Czasem lepiej nie wracać do przeszłości, nie przywoływać duchów i nie wyciągać trupów z szafy. Co z tego, że minęło tyle lat, tyle wody, wódki, czasu upłynęło? Musiał być jakiś konkretny powód, dlaczego obywały się bez spotkań.

Nieważne, co razem zaczęły i kiedy. Nieważne, że rytuał przejścia, że takie tam.

Nie umie udawać, nie nauczyła się przez tyle lat. Starała się, jak mogła. Bo nie jest ani zła, ani złośliwa.

Nieważne, na szczęście już jest po. I nie będzie musiała tego powtarzać.

A z nim dała sobie spokój. Przynajmniej na razie. Rozbestwił się i zaczęło mu się za dużo wydawać. A to, czego ona nie znosi NAJBARDZIEJ, to cwaniactwo. Tandetne, bezpowodowe, a pewne siebie.

Cóż, zobaczy się, co dalej. Nie skreśla, odsuwa na plan dalszy, schładza.


darmowe statystyki strony